Witam na stronie internetowej która na
przykładzie starych przepowiedni jakie
zaraz po Drugiej Wojnie Światowej krążyły
wśród ówczesnych co bardziej wiekowych
mieszkańców Polski, stara się podkreślić
wagę owych przepowiedni, wyjaśnić jak
przepowiednie się wypełniają, ujawnić
jaki jest mechanizm ich powstawania,
oraz wskazać dlaczego należy zwracać
na nie uwagę.
Część #A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Co mnie zainspirowało do napisania tej strony:
Stronę tą zacząłem spisywać aż dla kilku
powodów. Po pierwsze bowiem odnotowałem,
że dzisiejsi ludzie typowo nie są świadomi
istnienia i treści dawnych przepowiedni
ludowych z terenu Polski, które przecież
nadal tam krążyły po narodzie zaraz
po drugiej wojnie światowej (czyli w czasach
mojego dzieciństwa). Ja ciągle doskonale
pamiętam kilka z owych przepowiedni.
Postanowiłem więc je tutaj pospisywać -
aby zachować i przypomnieć innym ich
treść i znaczenie kulturalne. Po drugie
odnotowałem, że sporo z tych starych
przepowiedni właśnie zaczęło się spełniać.
Postanowiłem więc uświadomić fakt ich
wypełniania się jako rodzaj motywacji do
przemyśleń. Ponadto odnotowałem, że
powodem dla którego przepowiednie te
wypełniają się właśnie teraz, jest zaślepienie
wielu ludzi. Liczę więc że poprzez
uświadomienie co przepowiednie te
zawierają, ostudzę nieco pośpiech
i zapał z jakim niektórzy ludzie dodają
swój wkład w ich przyspieszone
wypełnienie się.
Zgodnie z dedukcjami logicznymi z totaliztycznej strony
immortality_pl.htm - o wydłużaniu ludzkiego życia w nieskończoność poprzez powtarzalne cofanie się w czasie do lat naszej młodości,
zdarzenia z przyszłości są poznawalne
tylko w przypadku kiedy faktycznie
istnieje Bóg.
Wszakże tylko Bóg jest w stanie opracować
i potem konsekwentnie realizować jakiś
inteligentny plan dla przebiegu losów wszechświata.
Natomiast we wszechświecie pozbawionym
Boga
przyszłe zdarzenia kształtują się zupełnie
przypadkowo, zaś ich przebieg NIE daje
się przepowiedzieć. Dlatego niniejsza strona
dokumentująca ludowe przepowiednie i
dowody na ich faktyczne wypełnianie się,
stanowi dodatkowe uzupełnienie i poszerzenie
totaliztycznej strony
god_proof_pl.htm - z prezentacją naukowych dowodów na istnienie Boga.
Poprzez zaś dodatkowe potwierdzanie istnienia
Boga, niniejsza strona podpiera też i uzupełnia stronę
soul_proof_pl.htm - z prezentacją naukowych dowodów na istnienie nieśmiertelnej duszy ludzkiej.
#A3.
Podręcznik totalizmu
prezentujący niektóre z opisywanych tutaj przepowiedni:
Ci czytelnicy którzy preferują czytanie
opracowań książkowych nad czytaniem
stron internetowych, zapewne z zadowoleniem
się dowiedzą, że istnieje ilustrowane wydanie
książkowe podręcznika totalizmu przyjmujące formę
monografii [8/2] o tytule "Totalizm".
W podrozdziale L4 z tomu 8 owej monografii
[8/2] pospisywane są i skomentowane
niektóre z przepowiedni prezentowanych
na niniejszej stronie. Czytającym tamtą
monografię [8/2] polecam także do
przejrzenia jej tom 6 który prezentuje
ustalenia
teorii wszystkiego
zwanej
Konceptem Dipolarnej Grawitacji,
na temat natury i charakterystyki Boga.
#B1.
Jaki jest mechanizm wypełniania się przepowiedni:
Sprawa jaka najbardziej
w tym wszystkim mnie fascynuje i jaką chciałbym opisać na tej
stronie, to sposób na jaki Bibilijne przepowiednie się wypełniają.
Mianowicie, że realizowanie przepowiedni
następuje w tak niepozorny sposób, iż większość ludzi wogóle nie
odnotowuje że to one właśnie się wypełniają i to na ich oczach.
Chce się powtórzyć po Biblii "patrzą a nie widzą" (patrz
Biblia,
"Dzieje Apostolskie" 28:26 "i dobrze będziecie widzieć,
a nie zobaczycie"). To nieodnotowywalne dla normalnego
zjadacza kanapek ich wypełnianie się, wytłumaczone
zostało zresztą doskonale przez totalizm. Filozofia ta bowiem
stwierdza, że w swoich działaniach Bóg nie może używać posunięć
które zdradzałyby jego potęgę i istnienie. Wszakże jakiekolwiek
zamanifestowanie potęgi boskiej odebrałoby ludziom ich wolną
wolę – nie mieliby wówczas innego wyjścia niż w niego uwierzyć
i mu się podporządkować. Tymczasem Bóg chce pozostawić każdemu
wolną wolę w wyborze tego co ktoś ten zechce czynić. Aby zaś
pozostawić ową wolną wolę, nawet owe największe historyczne
posunięcia Bóg musi dokonywać rękami ludzkimi na wysoce niepozorny
sposób. To właśnie dlatego w tej części procesu wypełniania się
bibilijnych przepowiedni która realizowana jest przez samego Boga,
nie ma ani fontann ognia, ani grzmotów, ani nadprzyrodzonych zjawisk.
Wszystko dzieje się cicho, skromnie, oraz w sposób niemal dla
nas niezauważalny. (Znaczy w sposób jaki wyjaśnia dokładniej
tom 6 monografii [8p/2].)
Jednak nieodwolalnie zmierza to tam, gdzie przepowiednie
zapowiedziały.
Najlepszej ilustracji dla interesującego mechanizmu z użyciem jakiego naprawdę wypełniają się wszelkie przepowiednie, w tym również bibilijne, dostarcza stara chińska legenda o wielkim potopie, którą znalazłem opublikowaną jako legendę numer 67 pod tytułem "The Great Flood", na stronach 161 do 173 książki [7D3] pióra Wolfram'a Eberhard, "Folktales of China", Routledge & Kegan Paul, Ltd., London, 1965, Library of Congress Catalog Card Number: 65-25440. Z uwagi na jej wartość ewidencyjną, legendę tą streściłem w podrozdziale D3 swojej monografii
[5/4],
której darmowe egzemplarze oferowane są z
moich stron internetowych. Oto przytaczam
moje własne streszczenie owej ogromnie
interesującej legendy:
"Dziewiętnastoletni
drwal o nazwisku Chou Ch'eng mieszkał ze swoją matką w samotnym
domku położonym wysoko na zboczu góry przy skraju wsi. Każdego
dnia wieszał on swoją stalową siekierę na kołku do noszenia i
szedł w góry do lasu aby narąbać drzewa. Drzewo to następnie
zanosił do pobliskiego miasteczka, gdzie po sprzedaniu go kupował
ryżu jaki wystarczał na jeden dzień wyżywienia dla niego i jego
matki. Pewnego jesiennego dnia gdy jak zwykle był w lesie, do
jego domku przyszedł wędrowny mnich buddyjski i poprosił o daninę
z ryżu. Matka w obawie że jej syn po powrocie z lasu nie będzie
miał co jeść początkowo odmówiła, później jednakże widząc głód
mnicha odlała mu z metalowego garnka połowę porcji trzymanej dla
syna. Po zjedzeniu mnich powiedział do matki co następuje.
'Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Gdy twój syn Chou Ch'eng
powróci do domu, każ mu iść do miasta i kupić arkusze papieru
(pergaminu) oraz mąkę, przygotować klej, potem zaś z warstew
włókien roślinnych i papieru skleić łódź o zakrytym dachu.
Kiedy białe oczy w rzeźbach dwóch lwów przed wejściem do dużej
świątyni we wsi zmienią kolor na czerwony, musicie oboje wsiąść
do tej łodzi, ponieważ cały ląd tutaj zniknie na zawsze pod wodą.'
Po powrocie syna matka powtórzyła zalecenia mnicha. Aczkolwiek
Chou Ch'eng był sceptycznie nastawiony do całej opowieści,
wykazał dużą dyscyplinę i wykonał łódź z wodo-szczelnym dachem
zgodnie z instrukcjami. Następnie, co jakiś czas zbiegał w dół
do wsi aby sprawdzić czy oczy owych dwóch lwów przed świątynią
zmieniły już swój kolor na czerwony. Grupa miejscowych obiboków,
którzy z nudów zabawiali się przed świątynią, zainteresowała
się dlaczego tak często zbiega on w dół do wsi i zagląda w oczy
owym lwom. Zapytali więc o to Chou. 'Ja sprawdzam czy oczy lwów
zmieniły już swój kolor na czerwony' – odpowiedział prostodusznie
Chou. Obiboki postanowili sprawdzić co on uczyni kiedy oczy te
zmienią kolor. Aby spłatać mu figla pomalowali owe oczy lwów
czerwoną farbą. Kiedy więc pod wieczór następnego dnia Chou
Ch'eng zbiegł ponownie do wsi aby sprawdzić kolor oczu tych
lwów przy świątyni, odnotował że właśnie zmieniły one kolor
na czerwony. Pospiesznie pobiegł więc do domu i szybko oboje
z matką zamknęli się szczelnie w swej łodzi. Wkrótce po tym
usłyszeli ogłuszający łoskot. Kiedy ośmielili się wyglądnąć
na zewnątrz, naokoło nie było widać nic innego tylko wodę morską
rozciągającą się od horyzontu po horyzont. Woda ta odebrała
życie ogromnej liczbie ludzi i zwierząt. Chou uratował kilka
pływających wokoło jego łodzi stworzeń, oraz jednego człowieka,
o nazwisku Wu Yi. Wu Yi twierdził, że jest jedynym pozostałym
przy życiu z pięcio-osobowej rodziny ponieważ tylko on umiał
pływać. Aczkolwiek nie było wiatru, przez całą noc ich łódź
płynęła po morzu {prawdopodobnie unoszona falami tsunami}.
Gdy się zbudzili następnego ranka słońce było już wysoko,
zaś ich łódź leżała na brzegu morskim jakiejś górzystej wyspy.
Po wyjściu na ląd Chou zbudował nową chatkę i wrócił do
zarobkowania drwalstwem."
Otóż kluczowym zdarzeniem dla wypełnienia się przepowiedni opisywanej w powyższej legendzie była zmiana koloru oczu lwów na czerwony. Jednak owa zmiana wcale nie nastąpiła tak jak byśmy się tego spodziewali po wypełniającej się przepowiedni, czyli w sposób samorzutny, cudowny, oraz spektakularny. Wręcz przeciwnie, nastąpiła ona cicho i niepozornie, zdawałoby się tylko dlatego ponieważ kilku obiboków którzy nie mieli niczego innego do czynienia postanowiło oczy te pomalować dla żartu. Oczywiście, owe obiboki nie wiedziały że sami są także jedną z maleńkich sprężynek w ogromnym mechaniźmie przepowiedni i że też mają oni swoją funkcję do wypełnienia. Tyle tylko że ich funkcja polegała na pomalowaniu dla żartu oczu lwów na czerwono, oraz na następnym umarciu bolesną śmiercią w falach tsunami, tak aby następne pokolenia otrzymały do zapamiętania kolejną lekcję moralną od Boga oraz aby miały poruszający przykład do opisywania innym.
Zaprezentowana
powyżej legenda moim osobistym zdaniem zawiera w sobie ważną
lekcję moralną na którą powinniśmy zwrócić uwagę. Lekcja ta
stwierdza, że "nawet najbardziej istotne i wielkie przepowiednie
wypełniają się poprzez niepozorne i zwykłe zdarzenia z codziennego
życia". W rezultacie wielu ludzi, którzy oczekują na ogniste pokazy
i nadprzyrodzone grzmoty, spodziewając się że tylko w taki sposób
bibilijna przepowiednia ma prawo sie wypełnić, może nawet nie zauważyć
że dana przepowiednia właśnie się wypełniła i to dosłownie na ich oczach.
Tak zupełnie na maryginesie, to powyższa legenda
przedziwnym zbiegiem okoliczności zawiera bardzo
wiele faktologicznych informacji na temat morderczego
tsunami wywoływanego technicznie przez eksplodowanie
wehikułu UFO. Przykładowo, opisuje ona ów unikalny
grzmot i ryk z jakim owo tsunami uderza. Zaistnienie
owego niezwykłego (ogłuszającego) ryku w momencie
uderzenia tsunami, opisywało wielu świadków którzy
przeżyli tsunami z dnia 26 grudnia 2004 roku (tj. tego
jakie zaistniało na obrzeżach Oceanu Indyjskiego i
jakie opisane jest na stronie
day26_pl.htm
dostępnej poprzez "Menu 1"). Inną równie faktologiczną
informacją zawartą w powyższej legendzie jest konieczność
budowania łodzi z dachem oraz konieczność wykonania
jej w dawnych czasach z nieabsorbującego wodę papieru
i z włokien roślinnych poklejonych klejem z mąki (krochmalu).
(Dzisiaj wykonalibyśmy ją z jakichś bardziej nowoczesnych,
chociaż równie twardych i silnych, materiałów.) Chodzi
bowiem o to, że tylko taka łódź z dachem wykonana
z ogromnie twardej skorupy, jaka m.in. może zostać
uformowana poprzez sklejenie jej korpusu z wodoodpornego
papieru i włokien posklejanych razem silnym klejem,
jest w stanie uchronić swoją zawartość przed gotującą
się wodą oraz przed zabójczymi odłamkami niesionymi przez
potężne tsunami. Przykładowo, w prasie malezyjskiej która
na początku stycznia 2005 roku opisywała relacje tych co
zdołali przeżyć tsunami z 26 grudnia 2004 roku, znajdował
się m.in. raport jednej z rodzin, która uratowała się
przed śmiercią tylko dlatego, że tuż przed uderzeniem
wody pełnej ostrych odłamków, która normalnie rozczłonkowywała
ofiary tsunami, oni powskakiwali do pustych drewnianych
beczek w których się pozamykali. Twarda skorupa tych beczek
uchroniła ich przed rozczłonkowaniem odłamkami, zaś zdolność
drewnianych beczek do pływania uchroniła ich przed utonięciem.
Moim osobistym zdaniem, powyższa "legenda" opisuje faktycznie
zdarzenie i faktycznie uratowanie się kogoś przed tsunami
jakie naprawdę zaistniało. Tyle że poprzez przekazywanie
tej historii z pokolenia na pokolenie nabrała ona formy
legendy. Ponadto,
owa nadprzyrodzona istota symulująca UFOnautę,
która
znała przyszłość
i dokładnie wiedziała co ma nastąpić, a która zapewne
występowała w oryginalnym zdarzeniu, albo udawała
mnicha buddyjskiego, albo też w kolejnych
powtórzeniach tej "legendy" wzięta została
za mnicha buddyjskiego.
#B2.
Dlaczego przepowiednie muszą się wypełniać w sposób nieodnotowywalny:
Dla mnie osobiście, a także zapewne i dla
wielu innych ludzi nawykłych do poszukiwania
odpowiedzi na nurtujące ich pytania, niezwykle
istotne staje się ustalenie skąd bierze się tak
duża rozbieżność pomiędzy naszymi wewnętrzymi
życzeniami aby bibilijne przepowiednie spełniały
się w sposób ognisty i spektakularny, a rzeczywistością
w której przepowiednie te wypełniają się skromnie,
naturalnie oraz w sposób niemal nieodnotowalny
przez nikogo. Moim zdaniem, rozbieżność owa
wynika z owego naturalnego mechanizmu, za
pośrednictwem jakiego przepowiednie są formułowane.
W mechaniźmie owym treść przepowiedni formułowana
jest bowiem przez zwykłych ludzi, a nie przez Boga
czy przez jakieś nadprzyrodzone istoty. Bóg jedynie
daje owym zwykłym ludziom wgląd do przyszłości.
(W dawnych czasach wgląd ten nazywano "wizjami".
Obecnie zaś nazywalibyśmy go zapewne np.
użyciem wehikułu czasu
aby chwilowo "przenieść się do przyszłości".)
Wgląd taki kiedyś otrzymywało wielu ludzi,
przykładowo jednym z nich był słynny Nostradamus.
Po zajrzeniu do przyszłości ludzie ci opisują
następnie to co tam widzieli. I tak powstaje przepowiednia.
Naturalnie, to co ludzie przygotowujący daną
przepowiednię zobaczyli kiedy przeniesieni
zostali do przyszłości, będą oni opisywali
własnymi słowami, oraz z użyciem terminologii
jaka dostępna była w ich czasach. Przeanalizujmy
więc teraz jak to praktycznie musiało wyglądać.
Wszakże taka analiza wyjaśni nam skąd się
bierze różnica pomiędzy spektakularnym
sposobem wypełniania się przepowiedni
jakiego się zwykle spodziewamy, a cichym
sposobem w jaki naprawdę przepowiednie
się wypełniaja. I tak przykładowo, Nostradamus
po przeniesieniu na pola bitwy z armią Hitlera
i zaobserwowaniu tam walczących czołgów,
musiał opisywać owe czołgi jako "żelazne wozy".
Wszakże znał tylko wozy. W jego czasach
czołgów jeszcze nie wymyślono. Z kolei jakiś
starożytny Izraelita przeniesiony do naszych
czasów opisywał "personalny seryjny numer
identyfikacyjny" narzucony ludziom przez
polityków i wymagany przy praktycznie
każdej formalności, jako tzw. "liczbę Bestii".
Jeszcze ktoś inny, po przybyciu do czasów
przyszłych, zaobserwował np. że wehikuły
czasu, opisywane na stronie internetowej
immortality_pl.htm - o nieśmiertelności i życiu bez końca,
pozwalają na przywrócenie do życia ludzi
którzy wcześniej już umarli. W swoim opisie
przepowiedni stwierdził więc np., że nadejdzie
kiedyś taki dzień, że "umarli powstaną z grobów".
* * *
Oczywiście, wszystko powyższe to tylko
moje osobiste wyobrażenia jak owo
przygotowywanie przepowiedni mogło wyglądać.
Jak naprawdę ono wyglądało, tego faktycznie
nie wiemy. Niemniej analizy podobne do
powyższych pozwalają nam zrozumieć,
że poza przepowiedniami wcale nie ukrywa
się, ani nie ma prawa się ukrywać, precyzyjny
opis wykonany przez kogoś, komu znana
jest terminologia, warunki życia, oraz sytuacja
przyszłości, czyli opis który należałoby brać
całkowicie dosłownie. Raczej są one opisywane
pojęciami znanymi dawnym ludziom którzy
je przygotowali. Stąd są one alegoryczne.
Aby zaś wiedzieć kiedy i jak dane przepowiednie
się wypełniają, my musimy je najpierw zinterpretować
na nasz obecny język, pojęcia i sytuację.
Kiedy zaś nauczymy się takiego interpretowania,
wówczas ze zdumieniem odkryjemy, że nic
co istotnego spotyka ludzkość, wcale nie
zdarza się całkowicie niespodziewanie.
Wszystko jest nam w jakiś sposób z góry
zapowiadane. Z kolei owa nadrzędna istota
wszechświata którą zwykle nazywamy Bogiem
(filozofia totalizmu
nazywa Ją "wszechświatowym intelektem"),
nie zadawałaby sobie trudu zapowiadania
nam tego co nadchodzi, gdyby nie zamierzała
potem jakoś następstw owej swojej zapowiedzi
uwzględniać w następnych działaniach.
Według zaś moich dociekań, istota ta
używa przepowiedni aby kształtować
następstwa tego co nieuchronnie nadchodzi,
jako zależne od naszej reakcji na daną
zapowiedź! To zaś prowadzi mnie do
głównej tezy niniejszej strony. Mianowicie
teza ta stwierdza co następuje.
Warto zwracać uwagę na treść przepowiedni.
Warto też starać się zrozumieć przed czym
dokładnie starają się one nas ostrzec oraz
co powinniśmy czynić aby zminimalizować
zło jakie z tego tytułu wyniknie. Od naszej
bowiem reakcji na owe przepowiednie zależy
jak owo nadchodzące zło nas dotknie,
oraz jak wpłynie ono na nasze przyszłe losy!
Część #C:
"Liczba Bestii":
#C1.
Jak owa "liczba bestii" z Apokalipsy nam się właśnie ujawnia:
Myśli jakimi chcę się tutaj podzielić sprowokowane
zostały kłopotami w jakie wpadłem na jakiś czas
począwszy od 2004 roku, ponieważ nie potrafiłem
wówczas podać urzędnikom jakiejś liczby, która
według mojego zrozumienia jest moją "liczbą Bestii".
Tak! Właśnie ową "liczbą Bestii" która opisana jest
w Biblii, w księdze "Apokalipsa, 13:16-18", gdzie
na jej temat napisane są m.in. słowa: "I sprawia,
że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy, otrzymują znamię na
prawą rekę lub na czoło i że nikt nie może
kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia -
imienia bestii lub liczby jej imienia. Tu jest
[potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech
liczbę Bestii przeliczy: liczba ta bowiem
człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt
sześć." Otóż zgodnie z Biblią, w czasach na
krótko przed najważniejszym przełomem w
dziejach Ziemi, liczbę tą otrzyma każdy człowiek
na Ziemi i będzie musiał ją okazywać przy
niemal każdej okazji. Stanie się ona absolutnie
konieczna dla zrealizowania praktycznie
dowolnej działalności. Nawet zakup zwykłego
chleba nie będzie możliwy bez jej posiadania.
Jak się okazuje, kiedyś ja właśnie miałem
poważne kłopoty, ponieważ ciągle nie
potrafiłem wówczas wylegitymować się
posiadaniem owej liczby. To m.in. owe
kłopoty stały się im pulsem do podjęcia
pisania m.in. niniejszej strony. W Polsce
nazwali ją słowem który dla mojego ucha
brzmiał wtedy jak "PESEL". Jednak już
wówczas miały ją także i inne kraje. Wielu
zapewne słyszało jak ona tam się nazywa.
(Przykładowo, rozważ tzw. "social security
number" z USA, czy tzw. "IRD" z Nowej
Zelandii.) Wszakże Polska była jednym
z ostatnich uprzemysłowionych krajów
który liczę tą wprowadził do powszechnego
użycia. Tamte moje trudności z ową "liczbą Bestii"
zaczęły się latem 2004 roku, kiedy na krótko
przyleciałem do Polski. Mój paszport właśnie
był bliski końca swojej ważności, chciałem
więc go wówczas odnowić. Aby jednak otrzymać
nowy paszport, wymagane było ode mnie
abym podał jaka jest moja "liczba Bestii".
Oczywiście ja jej nie znałem, bowiem aby
ją poznać trzeba mieć dowód osobisty,
którego ja nie mam – wszakże od ponad
20 lat mieszkam na stałe poza granicami
Polski. Spróbowałem więc czy mogę wyrobić
sobie ów dowód, który umożliwiłby mi jej
poznanie. Okazało się, że dla niego też
trzeba znać swoją "liczbę Bestii". Aby zaś
ją poznać, trzeba było być gdzieś zameldowanym.
Ja zas nie jestem zameldowanym, bo
przecież nie mieszkam w Polsce. Kółko
się więc zamknęło. Kiedy odleciałem z
Polski, spróbowałem czy da się otrzymać
paszport w jakiejś naszej placówce konsularnej.
Odpowiedziano mi że tak – ale warunkiem
jest że muszę przedłożyć w tym celu mój
numer "PESEL". Aby zaś go przedłożyć,
najpierw trzeba go otrzymać, co w moich
warunkach wymagało udania się do Polski,
zameldowania się, oraz wypełnienia jakichś
innych warunków plus formalności jakie
nawet nie były mi znane. Czyli dla mnie
błędne koło się zatrzasnęło. Nie miałem
"liczby Bestii", już więc wkróce potem nie
byłbym w stanie kupić w Polsce nawet
chleba, bowiem aby go kupić musiałbym
mieć ważny paszport czy dowód osobisty
aby najpierw być w stanie do Polski przylecieć
(wszakże na "cudzoziemski" paszport
jakoś mi nie wypada wracać do macierzystego
kraju).
Na szczęście dla mnie, w króki czas po opublikowaniu
powyższej części niniejszej strony internetowej,
specjalnie dla ludzi takich jak ja otwarto możliwość
wyrobienia sobie owej "liczby Bestii" za pośrednictwem
polskich placówek konsularnych. (Być może,
że opublikowanie niniejszej strony w internecie
jakoś się temu otwarciu przysłużyło.) Ja oczywiście
natychmiast skorzystałem z tej możliwości,
tak że pod koniec 2005 roku miałem już swoją
własną "liczbę Bestii", a także nowy polski paszport.
Dzięki jej wyrobieniu dla siebie, już teraz mogę
więc ponownie polecieć do Polski. Jeśli zaś zechcę
będzie mi tam też wolno zakupić sobie chleba.
#C2.
Dlaczego "liczba bestii" jest dla nas znakiem i potwierdzeniem że właśnie na Ziemię nadeszły czasy wypełniania się bibilijnych przepowiedni:
Co mnie zastanawia w "liczbie bestii", to że
niezależnie od kraju na świecie, wszędzie
w początkowej swojej formie ma ona dokładnie
taki sam format. Znaczy wszędzie zaczyna się
ona od daty urodzenia danego delikwenta
(tj. rok, miesiąc, dzień), po której to dacie
następuje jakis numer. Taki przy tym charakter
liczba ta ma nie tylko w krajach chrześcijańskich,
jak np. Polska (tzw. "PESEL"),
ale również w krajach muzułmańskich, jak np.
Malezja (tzw. "IC"). Najwyraźniej owa "bestia"
która narzuca ludziom ten numer, ma charakter
ponadrządowy, skoro potrafi obejmować
swoimi mackami cały szereg odmiennych
krajów świata narzucając im wszystkim taki
sam system numerowania ludzi! Ciekawe
byłoby odkrycie jaki jest format numeru
który każdy z nas nosi we wnętrzu owego
"implantu identyfikacyjnego" wprowadzanego
nam do kości piszczela w nodze, zdjęcie
po którym pokazane jest na początku strony o
UFOnautach?
W ostatnich czasach w wielu krajach na świecie
powstały nawet najróżniejsze organizacje które
postawiły sobie za cel walczenie z posunięciami
swoich rządów typu owa "liczba Bestii", tj. nastawionymi
na stopniowe wyerodowanie ludzkich swobód
obywatelskich. Jest to jednak beznadziejna walka.
Kroczek po kroczku owa niewidzialna "Bestia"
zakuwa nas w kajdany coraz ciaśniejszych
przepisów, wymagań, oraz państwowej kontroli.
W ten sposób z relatywnie wolnych obywateli
zamienia nas w niewolników swojego własnego
kraju. Jak daleko owo zakuwanie w kajdany
naprawdę już zaszło, tego się dowiadujemy
kiedy uważnie się rozglądniemy dookoła.
Jakiś pogląd jak owa sytuacja naprawdę
wygląda, daje przeczytanie totaliztycznej
strony internetowej o nazwie
lepsza ludzkość
w której starałem się wskazać sposoby
naprawienia naszej sytuacji wskazywane
nam przez filozofię
totalizmu.
Sprawa owej "liczby Bestii" ostatnio bez
przerwy zaprzątuje moje myśli. Jest to
wszakże ostatnie brakujące nam ogniwo
aby sobie uświadomić, że naprawdę żyjemy
właśnie w latach tuż przed wypełnieniem się
bibilijnych przepowiedni. Kto by więc pomyślał
że tak ogromny honor spotka właśnie
nasze pokolenie. Tyle bogobojnych pokoleń
ludzi żyło na Ziemi przed nami, zaczytując
się w Biblii, wierząc w każde jej słowo,
oraz wyglądając nadejścia owych czasów
wypełnienia się bibilijnych przepowiedni.
A jak na złość, przepowiednie owe dla nich
się nie wypełniły. Tymczasem nasze obecnie
pokolenie w swej większości ani nie czyta
Biblii, ani nie wierzy w jej słowa, a to właśnie
jemu przychodzi żyć w owych niezwykle
istotnych czasach. Czasy te zapowiada też
wszystko dookoła nas. Jeśli popatrzeć na
wiadomości w telewizji, to od dawna naszą
Ziemię tratują już "Jeźdźcy Apokalipsy" -
patrz punkt #J1 poniżej. Wszakże ostatnie
huragany,
tornada,
deszcze,
obsuwiska ziemi,
wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi,
fale tsunami,
zawalenia się dachów hal,
ataki szarańczy prawie na każdym kontynencie,
mnożące się mordercze choroby, wszystko to
sprawka owych "Jeźdźców Apokalipsy". Również,
dokładnie tak jak Biblia to przepowiedziała, na świecie
panoszy się bezprawie i niemoralność.
Mamy też już "liczbę Bestii" wskazywaną
powyżej w punkcie #C1. Zgodnie z najróżniejszymi
znakami na niebie i Ziemi, jakie opisałem w punktach
#G2 i #G1 tej strony (a także w podrozdziale A4
monografii [1/4],
oraz w podrozdziale L4
drugiego wydania monografii [8e/2] "Totalizm"),
od początka 1999 roku na Ziemi prawdopodobnie działa
również Drugi Jezus. Tyle, że aby ponownie
NIE został ukrzyżowany przez wszechmocnych
heretyków, najwyraźniej tym razem przybył On
"jak złodziej" i zmuszony jest aby działać wyłącznie
z ukrycia - co zresztą Biblia też przepowiedziała.
(Materiał dowodowy potwierdzający już obecną
działalność Drugiego Jezusa na Ziemi obejmuje
m.in. cudowne objawienia z Christchurch
oraz z Borneo - opisane w punktach #G2
i #G1 z dalszej części tej strony.) Jedyne
co nam ciągle brakuje aby przepowiednie z
Biblii dopełniły sie w całej swojej rozciągłości,
to aby na Ziemię przybył
Antychryst
oraz przejął władzę polityczną nad ludźmi.
Jednak nawet i JEGO niektórzy już zapowiadają,
że podobno ma zejść na Ziemię w relatywnie
bliskiej przyszłości. Ma nim być jakaś istota która
będzie wyglądała jak Jezus ze świętych obrazków,
która będzie zdolna do wyczyniania tricków nawet
większych niż te wypracowane przez naszego
doskonałego magika Davida Copperfielda, która
jednak niemal doprowadzi ludzkość do zguby.
(Faktycznie to pod koniec 2005 roku w Nepalu
pojawiła się dziwna istota, która może być właśnie
nim. Istota ta opisana jest na stronie internetowej
angelfire.com/psy/antichrist.)
Część #D:
"Język niemiecki będzie panował na ziemi słowiańskich Prusów przez tak długo,
przez jak długo ziemie te są nadzorowane przez krzyżacką Madonnę":
#D1.
Stara przepowiednia o krzyżackiej Madonnie już raz się wypełniła:
W niszy kościoła zamkowego z polskiego
Malborka stała kiedyś ogromna figura krzyżackiej
Madonny pozostała tam jeszcze z okresu
średniowiecza. Do figury tej przywiązana była
prastara przepowiednia stwierdzająca że
przez aż tak długo jak figura ta będzie
nadzorowała ziemie słowiańskich Prusów,
na ziemiach tych będzie panował język niemiecki.
(Odnotuj że "Prusowie" to nazwa słowiańskich
plemion pogańskich żyjących w północno-wschodniej
Polsce. Pod pozorem nawrotu na chrześcijaństwo
zostali oni anihilowani przez głównie niemieckich
Krzyżaków.) Dotychczas owa przepowiednia
już raz się wypełniła. Wszakże język niemiecki
przestał panować na tych ziemiach zaraz
po tym jak po ogromnie tajemniczej i dotychczas
niewyjaśnionej eksplozji zaszłej w ostatniej
fazie Drugiej Wojny Światowej, ów kościół
zamkowy, razem z tą krzyżacką figurą Madonny,
zostali zmieceni z powierzchni ziemi.
Więcej na temat tej starej krzyżackiej figury i
przepowiedni do niej przywiązanej można sobie
poczytać w częściach #C do #F (np. patrz tam
punkty #C1 do #F3) z totaliztycznej strony
malbork.htm - o tajemnicach i ciekawostkach zamku krzyżackiego w Malborku.
Fot. #D1abc:
Oto stare fotografie figury malborskiej Madonny
pokrzyżackiej ze stiuku (tj. sztucznego kamienia).
Na temat tego posągu istnieje stara przepowiednia
stwierdzająca że "na ziemiach słowiańskich
Prusów, które posąg ten nadzoruje, będzie przez
tak długo panował język niemiecki przez jak długo
posąg ten patrzy na owe ziemie".
Przepowiednia ta raz już się wypełniła.
Jak wiemy posąg ten uległ zniszczeniu
w końcowym okresie Drugiej Wojny Światowej.
Równocześnie zaniknął język niemiecki
na ziemiach słowiańskich Prusów które
ten Krzyżacki posąg nadzorował. Jednak
w 2007 roku grupa Polaków zorganizowana
w fundację o nazwie
Mater Dei
jednostronnie (i ogromnie bezmyślnie)
postanowiła dać nam poznać czy
przepowiednia ta wypełni się ponownie.
Grupa ta podjęła bowiem energiczne działania
aby figurę tą odrestaurować. Dlatego już
wkrótce będziemy mieli okazję się przekonać,
czy po jej odrestaurowaniu przywrócona
też zostanie moc owej starej przepowiedni
do niej przywiązanej. Znaczy, czy język niemiecki
powróci na ziemie doglądane przez ową figurę.
Pierwsze nadprzyrodzone działania tej właśnie
odrestaurowywanej figury zresztą już obecnie
zaczęły się objawiać. Sprowadziły się one
do sądowego odbierania domów i ziemi obecnym
polskim właścicielom i na dawaniu ich ponownie
Niemcom w posiadanie, a także na zesłaniu
choroby na przeciwstawiającego się odbudowie
tego posągu. Opisy tych nowych nadprzyrodzonych
działań owej figury przytoczone są w punktach
#C6 oraz #F1 do #F3 strony
malbork.htm.
(Kliknij na wybrane zdjęcie powyżej aby zobaczyć
je w powiększeniu.)
Jak widać z powych fotografii, posąg tej Madonny został zamodelowany w ustawieniu
reprezentującym expansję i kontrolę nad ziemiami których posąg ten doglądał. Stąd
doskonale symbolizował on intencje Krzyżaków jacy go wystawili, wzmacniając swoimi
nadprzyrodzonymi mocami agresywne działania owych Krzyżaków. Jeśli więc ten złowieszczy
posąg zostanie odrestaurowany w dzisiejszych czasach, jego ekspansywna i złowroga
postawa powinna być celowo zmieniona (tak jak
filozofia totalizmu
a także chińska wiedza o
feng shui
nam to doradza).
Więcej na temat starej przepowiedni przywiązanej do owego krzyżackiego posągu
można sobie poczytać w "części #C" (np. patrz tam punkt #C5) z totaliztycznej strony
malbork.htm - o tajemnicach i ciekawostkach zamku krzyżackiego w Malborku.
(a) Lewa fotografia pochodzi
z widokowki datowanej w latach 1930-tych.
Była ona publikowana przez Alberta
Frisch z Berlina. Pokazuje głowę
owej figury, ze Świętym Dzieciątkiem
siedzącym na ręku. Po więcej
danych na jej temat patrz strony internetowe
zamek.malbork.com.pl,
zamek.malbork.pl, oraz
przewodnicy.com.
(b) Środkowa fotografia faktycznie
jest jedną klatką zaczerpniętą ze starego
niemieckiego filmu o tytule "Land an der Weichsel"
w reżyserii von Caengel, z 1943 roku.
Ogromnie interesujące jest, że zarówno
"Matka Boska" z owej figury, jak i dzieciątko,
posiadały charakterystyczne "trójkątne
twarze" oraz "pośladko-podbne" wybrzuszenia
na brodzie - czyli cechy anatomiczne
które są typowe dla UFOnautów - co
wyjaśnia dokładniej podpis pod ilustracją
"Rys. #2" ze strony internetowej
ufo_pl.htm,
oraz podpis pod "Fot. #1" ze strony internetowej
antichrist_pl.htm.
Wygląda więc na to, że powyższa figura
powstała ponieważ kiedyś jakaś UFOnautka
podszyła
się pod Matkę Boską i Jezusa.
(c) Prawa fotografia pochodzi z niemieckiej
tzw. "Serii Wojennej". Była ona publikowana
przez Deutsche Kunstverlag z Berlina około
1940 roku. Pokazuje ona cały posąg Matki
Boskiej razem z wnęką w murze kościoła w
której figura ta była ustawiona.
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie
na tą fotografię. Ponadto większość wyszukiwarek jakie obecnie są w użyciu,
włączając w to także popularny "Internet Explorer", pozwala również na
załadowanie każdej ilustracji do swojego
własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją
redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez
siebie software graficznego.
#D2.
Wkrótce wszyscy będziemy mieli możność zaobserwowania czy przepowiednia o Krzyżackiej Madonnie ponownie się wypełni:
W 2007 roku grupa Polaków zorganizowana
w fundację
Mater Dei
ochotniczo podjęła jednostronną decyzję
odbudowy owej krzyżackiej figury - patrz
podpis pod "Rys. #D1" powyżej. Mi
osobiście działania tej grupy przypominają
trochę wykrzykiwania starożytnych Izraelitów
w chwili sądzenia Jezusa - kiedy to owi
Izraelici ochotniczo przyjęli na siebie i
na swoich potomków następstwa rozlania
krwi Jezusa (patrz
Biblia,
Ewangelia Św. Mateusza 27:25 - "A cały
lud zawołal: 'Krew Jego na nas i na dzieci
nasze'.").
Oczywiście, po odbudowaniu owej figury już wkrótce
wszyscy będziemy mieli okazję zaobserwować,
czy przepowiednia przywiązana do tej
krzyżackiej figury ponownie się wypełni -
tj. czy język niemiecki ponownie wróci
na słowiańskie ziemie pradawnych Prusów.
Nie trzeba zaś być prorokiem aby przewidzieć,
że jeśli język ten faktycznie tam powróci
napędzany zbudzoną ze snu mocą złej
nadprzyrodzoności, wówczas praktycznie
będzie to oznaczało koniec pokoju i stabilności
nie tylko dla Polski, ale również i dla całej
Europy, oraz nadejście na Ziemię ponownego
okresu niepokojów, zmagań, walki, wojen
i codziennej zmory dla zwykłych ludzi.
Wszakże nie istnieje takie coś jak "miejscowe
problemy" ze środka Europy. "Lokalne
problemy Europy" zawsze potem okazują
się być problemami całego świata - jako
że ich następstwa dotykają wszystkich
mieszkańców Ziemi.
#D3.
Zamiast
inkarnować duszę
wrogiej Polakom krzyżackiej Madonny
z nawykami średniowiecza, bardziej
racjonalne byłoby zbudowanie nowej
Madonny która otrzymałaby nową
duszę o już przyjaznym nastawieniu do Polaków:
Na odrębnej stronie internetowej o nazwie
soul_proof_pl.htm
wyjaśnione zostało że każdy obiekt fizyczny
posiada inteligentną tzw. "duszę". Owa zaś
dusza ma swoją osobowość, nawyki, pamięć,
historię, itp., które stara się urzeczywistniać
poprzez obiekt fizyczny w którym rezyduje.
W przypadku Madonny z Malborka jej dusza
była wrogo nastawiona do Polaków. Stąd
odrestaurowanie tamtej Madonny spowoduje
powrót (albo inkarnowanie się) do niej
tamtej wrogo nastawionej do Polaków duszy
o średniowiecznych nawykach. To zaś
oznacza nawrót poważnych problemów
do całego regionu - a więc też i do reszty
Europy. Dlatego znacznie racjonalniejszym
wyjściem wydawało się zaprojektowanie
zupełnie nowej Madonny - tak jak to wyjaśniłem
w punkcie #C5 na stronie
malbork.htm.
Taka nowa Madonna otrzymałaby wszakże nową
duszę -
która byłaby już przychylnie i przyjaźnie
nastawiona do swoich twórców, czyli do
Polaków.
Część #E:
"Iskra wyjdzie z Polski":
#E1.
"Iskra wyjdzie z Polski" - czyli warunkowa obietnica Boga oraz jej zbyt entuzjastyczne przeinaczenie na bezwarunkową przepowiednię:
Prawdopodobnie najpowszechniej znaną
zapowiedzią możliwości nadejścia na
Ziemię wszechogarniającej transformacji,
jest warunkowa obietnica od samego
Boga,
stwierdzająca m.in. że że "iskra
wyjdzie z Polski". Ową warunkową
obietnicę sam
Bóg
wyjawił błogosławionej Helenie Kowalskiej -
znanej szeroko jako "siostra Faustyna"
(obecnie już polska święta). Dosłowne brzmienie
tej warunkowej obietnicy, a także okoliczności
jej objawienia, zawarte są we wypowiedzi
numer 1732 z "Dzienniczka owej siostry
Faustyny", opublikowanego jako broszurka
[1#E1] autorstwa błogosławionej s.M.
Faustyny Kowalskiej i tytule "Dzienniczek -
Miłosierdzie Boże w duszy mojej" (Wydawnictwo
Księży Marianów, Warszawa 1996 rok).
Bóg wyraził tą warunkową obietnicę
używając słów - cytuję z owej wypowiedzi
numer 1732: "Polskę szczególnie umiłowałem,
a jeśli posłuszna będzie woli mojej, wywyższę
ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra,
która przygotuje świat na ostateczne
przyjście moje."
Ta obietnica Boga była potem publikowana i
dyskutowana w wielu źródłach pisanych.
Przykładowo jest ona omawiana m.in. na
stronie 160 w książce [2#E1] pióra
Antonio Socci o tytule "Tajemnice Jana Pawła II"
(tytuł włoskiego oryginału "I segreti di Karol Wojtyla"),
Dom Wydawniczy RAFAEL, Kraków 2009, ISBN
978-83-7569-139-9.
Aczkolwiek owa obietnica Boga została wyjawiona
na króko przed drugą wojną światową, bo w 1938
roku, jej słowa szybko rozprzestrzeniły się po całej
Polsce. Tyle że w zapale jej upowszechniania Polacy
zdeformowali jej esencję z warunkowej obietnicy
Boga o formacie "jeśli ...(warunek do wypełnienia)...
to ...(nagroda obiecana przez Boga)...",
w błędnie wypowiadaną bo bezwarunkową
przepowiednię "iskra wyjdzie z Polski". Ja słyszałem
tą błędnie wypowiadaną (bo bezwarunkową) przepowiednię
aż wielokrotnie już w czasach mojego dzieciństwa - czyli
niedługo po wojnie. Moim osobistym zdaniem należy
ubolewać że większość ludzi ją poznała tylko
jako taką bezwarunkową przepowiednię. Wszakże
taka jej bezwarunkowa forma zniechęca Polaków
do "zapracowania sobie na jej spełnienie" poprzez
dotrzymanie warunku Boga stwierdzającego "jeśli
(Polska) posłuszna będzie woli mojej". Tymczasem
Bóg wyraził się bardzo klarownie - jeśli naród Polski
NIE zasłuży sobie na to aby "iskra wyszła z Polski",
wówczas owa iskra wyjdzie jednak z zupełnie innego
kraju niż Polska. Spełnienie tej obietnicy Boga
jest wszakże warunkowe i na jego zaszczyt
Polacy muszą najpierw sobie zapracować. Dlatego
ja zalecałbym, aby w każdym przypadku wypowiadania
tej obietnicy zawsze dodawać, że ma ona nałożony
na siebie ów warunek Boga. Tylko bowiem kiedy
każdy będzie świadomy istnienia tego warunku, być
może dołoży także swój własny wysiłek w jego spełnienie.
Warunkowa obietnica Boga że "iskra wyjdzie z
Polski" bezpośrednio łączy nadchodzące zmiany
w ludzkich poglądach z czymś co rodzi się
w Polsce - jak ja wierzę, z formowaniem się
filozofii totalizmu.
Ten bezpośredni związek pomiędzy warunkową
obietnicą a filozofią totalizmu
może być wydedukowany z użycia słów
w owej obietnicy. Mianowicie, obietnica ta
używa słowo "iskra", a nie np. słowo "wódz",
czy "obrońca", czy "wyzwoliciel", czy "huragan",
czy "wierzchowiec", czy "statek", itp. Z kolei
wiemy że słowo "iskra" jest zawsze zaczątkiem
"płomienia" i "światła". Z drugiej strony ów
"płomień" albo "światło" zawsze są przywiązywane
do wiedzy oraz do "oświecenia" intelektualnego -
znaczy do lepszego, nowszego, bardziej prawdziwego
i bardziej poprawnego zrozumienia świata.
To dlatego warunkowa obietnica że "iskra wyjdzie
z Polski" zdaje się referować do ziarna rewolucyjnych
zmian w filozofii, naukach, oraz religiach całej
ludzkości, jakie spodziewane są że nadejdą na
Ziemię. Stąd owa obietnica doskonale pasuje
do roli jakiej spełnienie oferuje
filozofia totalizmu
opisywana w tomach 1 do 3
monografii [8p/2].
Ponadto ta warunkowa obietnica idealnie
potwierdza też rolę jaką wypełnia
teoria wszystkiego
nazywająca się
Konceptem Dipolarnej Grawitacji,
a opisywana w tomach 4, 5 i 6
monografii [8p/2].
O tym że ową "iskrą" ma być jakaś idea, a nie
np. przywódca czy ofensywa, świadczy też
inny przykład staropolskich wierzeń ludowych
wyrażony na stronie 29 książki [3#E1]
pióra Jana Kwaśniewskiego i Marka Chylińskiego,
"Dieta Optymalna", drugie wydanie, Prasa Śląska,
Katowice, Polska, 1997 rok. Przykład ten stwierdza,
cytuję: "ku zdumieniu wszystkich narodów
świata z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej
ludzkości". Jeśli zaś się dobrze zastanowić,
"iskrą" a jednocześnie "nadzieją" może być tylko
idea w rodzaju "totalizmu" czy "Konceptu Dipolarnej
Grawitacji".
#E2.
Warunek Boga "jeśli posłuszna będzie woli mojej" nałożony na obietnicę że "iskra wyjdzie z Polski":
Najwyraźniej już w czasach dawania owej
warunkowej obietnicy że "iskra wyjdzie z
Polski", mądry i dalekowzroczny Bóg
doskonale wiedział iż w latach od około
1995 do około 2020 Polska będzie rządzona
przez pokolenie "Midasów na odwyrtkę"
opisane w punktach #I5 i #I6 z totaliztycznej strony
tapanui_pl.htm.
Bóg przewidział wtedy również że owe
"Midasy na odwyrtkę" zepchną Polskę
w szpony niemoralnej i niszczycielskiej
filozofii pasożytnictwa
opisywanej m.in. w punktach #B1 do #B7 strony
seismograph_pl.htm.
To zapewne właśnie dlatego swoją obietnicę Bóg
wyraził w sposób warunkowy. Polska i Polacy
muszą sobie na nią zasłużyć.
W jaki zaś sposób Polacy powinni sobie na nią
zasłużyć, jest to dosyć klarowne. Wszakże Bóg
wyjaśnia to ludziom od początków świata za
pośrednictwem religii które stworzył, za
pośrednictwem instrukcji które zawarł w swoich
świętych księgach,
a czasami nawet z pomocą objawień którymi
wyróżnia szczególnie ulubionych ludzi.
Ostatnio zaś do owych odwiecznych wyjaśnień
Boga dołącza też swoje wyjaśnienia naukowo
zorientowana filozofia totalizmu. Wszystkie zaś
te źródła stwierdzają dokładnie to samo -
mianowicie że na każdą łaskę i nagrodę
Boga trzeba sobie zasłużyć "moralnym
postępowaniem". Aby zaś postępować moralnie
trzeba co najmniej wysłuchiwać i wdrażać
na codzień w swoim postępowaniu zalecenia
własnego sumienia. Wszakże owo sumienie bez
przerwy nam podpowiada "co" w danej sytuacji
powinniśmy uczynić aby żyć moralnie. To właśnie
dlatego filozofia totalizmu wyróżnia specjalną grupę
ludzi praktykujących tą filozofię, których nazywa
intuicyjnymi totaliztami.
Owi "intuicyjni totaliźci" praktykują moralne życie poprzez
codzienne wsłuchiwanie się i wypełnianie podszeptów
swego sumienia. Oczywiście, istnieje nawet jeszcze
bardziej świadomy poziom moralnego postępowania.
Uzyskuje się go po poznaniu z
filozofii totalizmu
roli i działania tzw. "praw moralnych", "pola moralnego",
oraz "energii moralnej". To one wszakże precyzyjnie
i naukowo wyjaśniają nam zasady i prawa rządzące
moralnością i moralnym postępowaniem. Stąd
po ich poznaniu nie tylko wie się już "co" uczynić
w danej sytuacji, ale także wie się "dlaczego"
należy postąpić tak a nie inaczej. Esencję
moralnego postępowania którego Bóg spodziewa
się po Polakach, ów Bóg wyjawił też "siostrze Faustynie" -
czyniąc to bardzo prostymi słowami zrozumiałymi
przez praktycznie każdego człowieka. Z kolei
"siosta Faustyna" wpisała tą esencję do swojego
"Dzienniczka" - nadając jej tam numer 1728.
Zacytuję teraz jej fragment zaczerpnięty z w/w
książki [1#E1]: "Powiedz grzesznikom
że żaden nie ujdzie ręki mojej. Jeżeli uciekają
przed miłosiernym sercem moim, wpadną
w sprawiedliwe ręce moje. Powiedz grzesznikom,
że zawsze czekam na nich, wsłuchuję [się] w
tętno ich serca, kiedy uderzy dla mnie. Napisz,
że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia,
przez niepowodzenia i cierpienia, przez burze
i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a
jeżeli udaremnią wszystkie łaski moje, poczynam
się gniewać na nich, zostawiając ich samym
sobie i daję im, czego pragną." W powyższym
wyjaśnieniu Boga warto zwrócić uwagę, że na
pierwszym miejscu w ukierunkowaniu naszych
zasad postępowania Bóg wskazuje wsłuchiwanie
się w głos własnego sumienia. Innymi słowy,
na pierwszym miejscu Bóg zaleca aby w swym
życiu kierować się dokładnie tym samym sumieniem,
za którego wskazówkami nakazuje nam też podążać
filozofia totalizmu.
Potem Bóg rekomenduje aby zwracać uwagę na
wyniki zadziałania praw moralnych które kształtują
nasze losy. Dalej Bóg wskazuje na wymowę
klęsk naturalnych w rodzaju tych opisanych w
punktach #B1 do #B7 totaliztycznej strony
seismograph_pl.htm.
Dopiero na samym końcu Bóg wymienia wskazówki
kościoła - najwyraźniej jest już wysoce rozczarowany
rosnącą rozbieżnością pomiędzy Jego naukami,
a oficjalnym stanowiskiem kościoła stopniowo
wypaczanym przez całe wieki, z powodu ułomności,
błędów i konserwatyzmu ludzi formujących tą
najstarszą instytucję naszej obecnej cywilizacji.
Analizując dzisiejszą sytuację w zakresie
odnoszenia się Polski i Polaków do
filozofii totalizmu
i do "teorii wszystkiego" zwanej
Konceptem Dipolarnej Grawitacji
(z której totalizm się wywodzi), doznaje się
jednak rozczarowania. Jeśli bowiem ową "iskrą"
faktycznie miał być totalizm oraz owa "teoria
wszystkiego", wówczas staje się coraz bardziej
widoczne że Polacy właśnie z zaciekłością
stada wilków "mordują" ostatnią szansę aby
kiedykolwiek owa "iskra" wyszła z ich kraju.
Wystarczy wszakże zerknąć do internetu
co pod adresami z punktu #E2 strony
faq_pl.htm
reprezentanci Polaków wypisują na totalizm
i na Dipolarną Grawitację, jak atakują te dwie
postępowe idee, jak z nich drwią i je opluwają,
oraz jak ogromnie rzadko ktokolwiek z Polaków
obstaje za nimi lub je broni, aby nabrać pewności
że takie "mordowanie totalizmu" i "dobijanie
Konceptu Dipolarnej Grawitacji" ma właśnie
miejsce. Nie będę tutaj już wypominał tego
co wyjaśniłem w rozdziale R z monografii
[5/4] (PDF format) -
mianowicie że Polska i Polacy wyrzekli się
i odwrócili tyłem do autora tych idei - czyli
uczynili dokładnie to nad czym ubolewa werset
z bibilijnej Ew. św. Jana 1:6-10 przypomniany
na wstępie do strony
god_pl.htm.
(Cytuję ten werset: "Pojawił się człowiek
posłany przez Boga - Jan mu było na imię.
Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć
o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego.
Nie był on światłością, lecz [posłanym], aby
zaświadczyć o światłości. Była światłość
prawdziwa, która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi. Na świecie było
[Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat
Go nie poznał. Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.")
W chwili obecnej wszystko więc wskazuje już
na to, że jednak ta "iskra wcale NIE wyjdzie
z Polski".
O fakcie, że Bóg nie tylko wcale nie jest zadowolony
z postępowania Polaków, ale wręcz wykazuje coraz
większe rozgniewanie na Polskę, świadczy też wpis
numer 1188 owej świętej "siostry Faustyny", dokonany
w jej "Dzienniczku" [1#E1]. Ów wpis stwierdza, cytuję
z [1#E1]: "Często się modlę za Polskę, ale
widzę wielkie zagniewanie Boże na nią, iż
jest niewdzięczna. Całą duszę wytężam,
aby ją bronić. Nieustannie przypominam Bogu
Jego obietnice miłosierdzia. Kiedy widzę Jego
zagniewanie, rzucam się z ufnością w przepaść
miłosierdzia i w nim zanurzam całą Polskę, a
wtenczas nie może użyć swej sprawiedliwości.
Ojczyzno moja, ile ty mnie kosztujesz, nie ma
dnia, w którym bym się nie modliła za ciebie."
Powyszy cytat, w połączeniu z wyjaśnieniem
znaczenia owych "dziesięciu sprawiedliwych"
w powstrzymywaniu zesłania "kary boskiej" -
opisywanego w punktach #B6 i #B5 totaliztycznej strony
seismograph_pl.htm,
wyjaśnia nam dokładnie dlaczego, jak narazie,
w Polsce NIE pojawiła się jeszcze żadna poważniejsza
katastrofa naturalna w rodzaju tych które ostatnio
coraz usilniej trapią niemal całą resztę kuli ziemskiej.
Pytanie które jednak warto sobie zadać, to co się
stanie z Polską kiedy owych "dziesięciu sprawiedliwych"
z czasem powymiera, zaś Polacy NIE zdobędą
się już aby sobie wychować ich następców.
#E3.
Gdyby "iskra wyszła z Polski" wówczas również "Polska rozciągnęłaby się od morza do morza":
Opisana powyżej warunkowa obietnica Boga,
zawiera też zwrot "wywyższę ją w potędze
i świętości". W ten sposób nawiązuje ona
do warunkowej możliwości wypełnienia się także
jeszcze innej staropolskiej przepowiedni, którą
dawni ludzie relatywnie często sobie opowiadali -
mianowicie że kiedyś ponownie "Polska rozciągnie
się od morza do morza". (Czyli że powróci
ona do swej dawnej potęgi, znaczenia, oraz do
swoich dawnych rozmiarów kiedy to jej granice
rozciągały się od Morza Bałtyckiego aż po
Morze Czarne.) Oczywiście, jak wszystko co
wywodzi się od Boga, owo znaczenie i potęga
nadana byłaby Polsce nie poprzez niemoralne
działania, rozlew krwi, potęgę militarną, oraz
wojnę, a poprzez siłę moralną, wiedzę, oraz
wzrost poważania w świecie. Jako takie byłyby
więc one trwałe. Gdyby więc jakims cudem
Polacy zasłużyli sobie na zaszczyt, że "iskra
wyjdzie z Polski", wówczas równocześnie
zasłużyliby sobie na "Polskę od morza do
morza". Jeśli zaś swoją niemoralnością,
zawziętością i głupotą zamordują i pogrzebią
swą szansę aby "iskra wyszła z Polski",
wówczas zamordują i pogrzebią także
szansę aby ponownie "Polska rozciągała
się od morza do morza".
Część #F:
"Polski papież, czarny papież, potem koniec chrześcijaństwa" (a początek nowej wiary):
#F1.
Co pół wieku temu starzy ludzie powiadali na temat przyszłych papieży:
Motto:
"Pytanie wzbudzające refleksje: za co Polacy uwielbiali JP2 (tj. Jana Pawła Drugiego) -
za wartość jego poglądów i idei, czy też za pozycję i władzę którą sobą reprezentował? (Tj.
czy za to czego dokonał on sam, czy też za to czego dokonał dla niego Bóg?) Innymi słowy -
czy by go tak samo uwielbiali gdyby Bóg uczynił go zwykłym księdzem a nie papieżem?"
W czasach mojego dzieciństwa, czyli ponad
pół wieku temu, nie było jeszcze telewizorów.
Ulubioną więc rozrywką podczas długich
zimowych wieczorów, były wówczas opowiadania
starszych wiekiem ludzi. Sporą zaś częścią
owych opowiadań były najróżniejsze
stwierdzenia na temat przyszłości.
Owi starsi ludzie stwierdzenia te nazywali "przepowiedniami".
W przeciwieństwie jednak do przepowiedni które możemy
poznać z dzisiejszych książek, tamte "ludowe przepowiednie"
opisywały jedynie co ma nastąpić w przyszłości i
nigdy nie podawały skąd dokładnie zawarta w nich wiedza
się wywodzi. Stąd bardziej reprezentowały one sobą zbiorową
wiedzę ludową czy rodzaj "folklorystycznej intuicji" narodu,
niż typową dobrze udokumentowaną przepowiednię wywodzącą
się z jakiegoś konkretnego źródła. Ja osobiście jednak bardziej
wierzę w takie "intuicyjne przepowiednie narodu" niż w proroctwa
pojedyńczych ludzi. Reprezentują one wszakże wypadkową
z odbioru przyszłości przez ogromną zbiorowość ludzką. Jako
takie są one bardziej konkretne od proroctw pojedyńczych ludzi.
Zwykle też wypełniają się w dokładnie tej samej formie w jakiej
zostały przepowiedziane. (Natomiast proroctwa pojedyńczych
ludzi zwykle są symboliczne i wymagają przeinterpretowania.)
W okolicznościach
kiedy aktualizowałem niniejszą stronę w dniu 3 kwietnia 2005 roku
(czyli w jeden dzień po śmierci 264-go Papieża, Polaka, Jana Pawła
Drugiego), wielu z nas chciało się dowiedzieć, co owe opowieści starych
ludzi stwierdzały pół wieku temu na temat przyszłych papieży.
Wszakże jest oczywistym, że spora ich część dotyczyła właśnie
tego tematu. Oto więc spisane tutaj to co ciągle pamiętałem
na ów temat. (Odnotuj, że dalsze informacje na temat tej samej
przepowiedni zawarte są na odrębnej stronie internetowej o
świeckim zrozumieniu
Boga.)
Z tego co zapamiętałem ze swego dzieciństwa,
najpowszechniej powtarzana z owych "ludowych
przepowiedni" na temat przyszłych papieży
stwierdzała co następuje (powtarzam ją tutaj w
terminologii używanej w owych czasach).
"Najpierw przyjdzie polski papież, potem
przyjdzie czarny papież, zaś po czarnym
papieżu przyjdzie już koniec chrześcijaństwa."
(Przez wyrażenie "czarny papież" przepowiednie
owe wyraźnie rozumiały papieża o czarnej karnacji
skóry - tj. zdecydowanie czarnego murzyna
wywodzącego się z Afryki, a nie przypadkiem
kogoś o lekko "oliwkowej" karnacji skóry.)
Ciekawe w powyższej "ludowej przepowiedni"
jest to, że ją powtarzano w takiej właśnie formie
już kilkadziesiąt lat wcześniej zanim w dniu
16 października 1978 roku Polak, Karol Józef Wojtyła,
stał się 264-tym Papieżem, Janem Pawłem II.
W tamtych zaś czasach, sytuacja na świecie
była taka że NIKT wówczas nawet nie marzył
aby polski papież w najbliższej przyszłości
mógł zasiąść w stolicy apostolskiej. Szokująco
dla mnie, wypełnienie się pierwszej połowy owej
przepowiedni nastąpiło ciągle w czasokresie mojego
życia. Byłbym więc wysoce ciekaw aby się dowiedzieć,
czy druga część tej samej przepowiedni także
już wkrótce się wypełni.
Czego, niestety, nie pamiętałem z owych dawnych
opowieści ludowych, to czy ów "czarny papież"
miał przyjść zaraz po "polskim papieżu", czy też
miał być jeszcze jakiś (lub jacyś) pośredni papież
pomiędzy nimi. Jednak ta moja wątpliwość zdawała
się być rozstrzygnięta około godziny 6:05 wieczorem
(czasu rzymskiego), we wtorek, dnia 19 kwietnia
2005 roku, kiedy to niemiecki Kardynał Dr Joseph
Ratzinger wybrany został na 265-go Papieża,
Benedykta XVI. Wszakże obecny papież jest rasy
europejskiej. Czy jednak z całą pewnością NIE
nadszedł jeszcze czas na wypełnienie się całej
przepowiedni o "czarnym papieżu" murzynie?
Znaczy, czy nasza planeta faktycznie nie została
jeszcze przygotowana do zakończenia się ery
chrześcijaństwa i do nadejścia następnej ery,
oraz czy pomiędzy "polskim papieżem" oraz "czarnym
papieżem", Boski plan dla Ziemi ciągle mają realizować
zesłani nam przez Boga papieże pośredni?
Przy szukaniu odpowiedzi na powyższe pytania
warto też zwrócić uwagę, że czasami w
sytuacjach kiedy treść przepowiedni
powodowałaby zmiany zachowań ludzi
(a tym samym zakłócenia w wypełnianiu
się przepowiedni), dla lepszego ukrycia
swej treści przepowiedna może referować
NIE bezpośrednio do ludzi, a do symboli
które ludzi tych reprezentują. W takim
świetle dosyć intrygujący staje się herb
obecnego papieża, Benedykta XVI.
(W dniu 8 kwietnia 2006 roku ten herb
Benedykta XVI można było oglądać
na stronie internetowej
misje.gdansk.franciszkanie.pl/Benedykt%20XVI.html.)
Wszakże na
herbie dzisiejszego papieża, w jego
lewym-górnym rogu, widnieje ukoronowana
głowa murzyna - patrz "Rys. #F1"
poniżej. Głowa ta pojawia się od XIV wieku
w biskupim herbie diecezji Fryzyngi, który
to biskupi herb ojciec święty Benedykt XVI
ciągle zachowuje. (Spotkałem twierdzenie,
że głowa ta była obecna w herbie Fryzyngi
już w 1316 roku.) Intrygujący jest przy tym
NIE tylko sam fakt obecności owej głowy
murzyna w herbie papieża który przyszedł
zaraz po "polskim papieżu", ale także nazwa
tej głowy. Owa "głowa murzyna" z herbu
obecnego papieża znana jest bowiem pod
dwoma odmiennymi nazwami, tj. pod nazwą
(1) "Moor of Freising" - co daje się prosto
przetłumaczyć na dzisiejszy język jako
"Murzyn z Fryzyngi", oraz pod nazwą (2)
"Caput Ethiopicum" - które to wyrażenie
faktycznie ma aż dwa wymowne tłumaczenia
na dzisiejszy język. Pierwsze tłumaczenie
wyrażenia "Caput Ethiopicum" na dzisiejszy
język oznacza "Głowa Murzyna" - co
wyraźnie referuje do pozycji nosiciela
tego herbu jako do "czarnej głowy", czyli
do "przywódcy murzyna". Drugie jednak
tłumaczenie tej nazwy jest jeszcze bardziej
dziwne. Mianowicie wyrażenie "Caput Ethiopicum"
daje się też tłumaczeć jako "Upadek Pierwotnego
Chrześcijaństwa". Chodzi bowiem o to, że słowo
"caput" przenosi też znaczenie "upadek" rozumiany
w sensie "zakończenia", "zrujnowania" czy "zepsucia
się". Z kolei słowo "ethiopicum" w dawnych czasach
oznaczało też "pierwotną wersję chrześcijaństwa"
która oryginalnie upowszechniła się na obszarze
dzisiejszej Etiopii. W sumie więc, powyższe nakłania
aby szczegółnie uważnie śledzić co w dzisiejszych
czasach dzieje się z chrześcijaństwem jako całością.
Rys. #F1: Przykłady stron internetowych na których
czytelnik może oglądnąć sobie herb Ratzingera - tj.
obecnego papieża Benedykta XVI. (Aby zobaczyć
ów herb wystarczy kliknąć na dowolny z powyższych
adresów, potem zaś poszukać herbu na stronie która
się otworzy - adresy te były testowane w lutym 2009
roku.) Herb ten zaś warto oglądnąć. Wszakże w jego
górnym lewym rogu widoczna jest "głowa murzyna".
Tymczasem stara polska przepowiednia stwierdzała,
że "najpierw będzie polski papież, potem będzie czarny
papież, a potem będzie już koniec chrześcijaństwa" (tj.
koniec dotychczasowego wydania tej religii - znaczy koniec
rozumiany jako "początek nowego" a nie jako "koniec
wszystkiego"). Szokująco, owa przepowiednia była
znana na wiele lat przedtem zanim Polak wybrany
został na papieża. Ciekawe więc czy murzyn widoczny
na herbie Ratzingera jest rodzajem dyskretnego znaku
od Boga, że tamta stara polska przepowiednia wypełnia
się właśnie teraz? Wszakże przepowiednia nie zawsze
musi być dosłowna - czyżby więc Bóg dyskretnie ją
zaszyfrował do herbu obecnego papieża?
Co ciekawsze, jak to wyjaśniono w punktach
#F3 i #F4 poniżej, ów "koniec chrześcijaństwa"
dawniej był interpretowany w zrozumieniu "początku
czegoś nowego" - czyli jako rodzaj drastycznej
transformacji filozoficznej instytucji religijnych, a nie
jako upadek wiary w Boga i upadek religii. Czyli miał
to być tylko koniec starej ery "wiary w Boga"
połączony z równoczesnym rozpoczęciem
nowej ery np. "wiedzy o Bogu". Taki zaś
"początek nowego" miałby już miejsce gdyby
w wierzeniach ludzi nastąpiły trzy niewielkie
transformacje, przykładowo: (1) religie
adoptowałyby nowe fandamenty naukowe
w rodzaju tych dostarczanych im przez
Koncept Dipolarnej Grawitacji -
który naukowo opisuje Boga w
sposób jaki pozostaje konsystentny z
Biblią
i z innymi świętymi księgami (czyli jaki wcale
NIE jest sprzeczny z chrześcijaństwem chociaż
dostarcza on odmiennych od dotychczasowych
interpetacji świętych ksiąg, które to interpretacje
bazują na najnowszych ideach takich jak "płynny
komputer" czyli "przeciw-materia", jak "słowo"
czyli "informacja" czyli "program", itp. - po
przykłady tego nowego opisu Boga patrz tomy 6 i 5 monografii
[8/2] "Totalizm"),
(2) religie zaczęłyby akceptować prawo Boga
do zróżnicowanego manifestowania się w
każdej odmiennej kulturze, oraz (3) obecny
celibat i preferowanie mężczyzn zostałyby
zarzucone przez kapłanów i instytucje religijne.
Aczkolwiek pod względem swego charakteru
zmiany te byłyby tylko "kosmetycznej natury",
pod względem swych następstw okazałyby się
one rewolucyjne. Przykładowo, jednym z ich
następstw byłoby że wszystkie religie przestałyby
być oddzielnymi religiami, a stałyby się zjednoczoną
formą propagowania wiedzy o Bogu i bliskości do Boga.
Przepowiednia polski papież, czarny papież,
koniec chrześcijaństwa, jest także omawiana
w podrozdziale M2 z tomu 8 w drugim wydaniu monografii
[8/2] "Totalizm".
#F2.
Ta sama przepowiednia (o "końcu chrześcijaństwa") z innych źródeł:
Istotną cechą prawdy jest to, że w takiej
samej treści zwykle wyłania się ona aż z
całego szeregu odmiennych źródeł. Dlatego
też dawno temu bo w 2005 roku, tj. w
krótki czas po napisaniu i udostępnieniu
innym niniejszej strony z przepowiedniami
zasłyszanymi w czasach mojego dzieciństwa,
jeden z czytelników uzupełnił je dodatkowymi
danymi. Zanim jednak dane te zacytuję z jego
emaila, chciałbym tutaj zwrócić uwagę na fakt,
że np. na stronie internetowej wskazywanej
poniżej w emailu tego czytelnika, dwóch
ostatnich papieży (tj. "Gloria Olivae" oraz
"Petrus Romanus") uważa się za jedną i tą
samą osobę. Ponadto warto też odnotować,
że poniższy wykaz zawiera o około 100 papieży mniej niż było
ich w rzeczywistości (czyli że pomiędzy historycznie przełomowymi
papieżami jacy są wymienieni na owej liście, wybierani też byli
papieże którzy nie spowodowali żadnego istotnego zwrotu w historii
ludzkości czy chrześcijaństwa). Oto owe dodatkowe dane dosłane
przez jednego z czytelników stron internetowych totalizmu - cytuję
"słowo w słowo" z emaila tego czytelnika:
W kwestii przepowiedni
orientuję się nieco lepiej niż w kwestiach UFO. Pozwolę więc sobie
przypomnieć, że chodzi o tzw. "proroctwo Św. Malachiasza" - Średniowiecznego
mnicha z Irlandii. Podaje link gdzie można przeczytać na ten temat:
republika.pl/mr_all/malachpl.htm.
Św. Malachiasz taksatywnie wyliczył wszystkich następnych papieży i
każdemu nadał łaciński "przydomek". I tak według Malachiasza:
- JAN PAWEŁ I - De
medietate Lunae.
- JAN PAWEŁ II
- Karol Wojtyła - De labore Solis (trud słońca).
Karol Wojtyła przyszedł na świat w dniu zaćmienia slońca - 18
maja 1920 roku. Zostanie pochowany w piątek - 8 kwietnia 2005
roku - podczas zaćmienia słońca.
- następnym będzie
GLORIA OLIVAE - chwała drzewa oliwnego. Może to być
czarnoskóry papież - jak twierdzi większość ludzi, ale nie
należy zapominać, że drzewo, gałązka oliwna stanowi symbol
wśród ludów wywodzących się z kultury Śródziemnomorskiej,
m.in. w kulturze ludów semickich. Może więc chodzić o papieża
z żydowskimi korzeniami - pochodzeniem.
- ostatnim ma być
PETRUS ROMANUS - Piotr Rzymski (Rzymianin).
Korzystając z okazji
poruszania tematu proroctw chciałbym przedstawić także proroctwo
opata Stanisława Reszki: Przepowiednia opata Reszki - lista królów
Polski (z II połowy XVI wieku) "Profetia Abbatis Andreoviensis Stanislai
de regibus Poloniae et veritas conformis". Czyli: Proroctwo opata
jędrzejowskiego Stanisława Reszki o królach Polski.
1. Flos in Vallae - Kwiat w dolinie
2. Nominis Corona - Z imienia korona
3. Exul fortunatus - Wygnaniec szczęśliwy
4. Gloria succedens - Chwała następująca
5. Manipulus sterilis - Sługa niepłodny
6. Noctis breve Sidus - Krótkiej nocy gwiazda
7. Manus Congregatorum - Ramię zebranych
8. Diversi Coloris - Różnej barwy
9. Solus Princeps - Jedyny księciem
10. Ex duobus Unus - Z dwóch jeden
11. Sonitus Apium - Brzeczenie pszczół
12. Custos Vigilantiae - Stróż czujności
13. Ipse Fortis - Sam mężny
14. Civitatis aliquod ornamentum - Jakaś ozdoba państwa
15. Alter Cracus - Drugi Krak
16. Patriae Sol - Słońce Ojczyzny
17. Regnorum Occasus - Upadek królestw
Interpretacja
prof. Bartłomieja Grocha zawarta w książce "Ks. Bronisław
Markiewicz i jego dzieło oraz przepowiednie o przyszłości
Polski" podaje:
1. Flos in Valle - Henryk Walezy, gdyż łacińskie
"vallis - dolina" pokrewne jest fracuskiemu słowu Valois. Waleziusze
mieli w herbie lilię w dolinie.
2. Nominis Corona - Stefan Batory, greckie "stefanos"
znaczy wieniec, korona.
3. Exul fortunatus - Zygmunt III. Jako dziecko został
wypędzony ze Szwecji, szczęśliwie zostając królem Polski.
4. Gloria succedens - Władysław IV, sławny ze zwycięstw.
5. Manipulus sterilis - Jan Kazimierz, który w końcu abdykował.
6. Noctis breve Sidus - Michal Korybut Wiśniowiecki,
którego panowanie było krótkie i nieszczęśliwe dla Polski.
Wiśniowieccy mieli w herbie gwiazdy.
7. Manus Congregatorum - Jan III Sobieski,
zwycięzca spod Wiednia.
8. Diversi Coloris - August II, który rządził
Polską i Saksonią.
9. Solus Princeps - Stanisław Leszczyński
(tu jest niepewność, czy nie należałoby zamienić
kolejności królów z następnym).
10. Ex duobus Unus - August III Mocny
(patrz wyżej).
11. Sonitus Apium - Stanisław August,
za którego czasów Polska przypominała rojący się ul.
12. Custos Vigilantiae - Tadeusz Kościuszko,
który czuwał nad wszystkimi próbami odrodzenia Polski.
13. Ipse Fortis - Henryk Dąbrowski, twórca legionów.
14. Civitatis aliquod ornamentum - czasy Księstwa
Warszawskiego i księcia Józefa Poniatowskiego.
15. Alter Cracus - Drugi Krak - Józef Piłsudski,
który przywrócił państwowość Polski, a lud usypał mu kopiec
w Krakowie jak ongiś legendarnemu Krakowi.
16. Patriae Sol - Słońce Ojczyzny - Papież
Jan Pawel II.
17. Regnorum Occasus - ?????? oznacza
UPADEK KRÓLESTW - czasy, gdy upadną królestwa
(państwa) i runą systemy. Po śmierci Jana Pawla II ...
Nr 17 punkt styczny, wspólny???
Przyszły "władca" - "przedstawiciel narodu". Co może spowodować upadek
państw i zawalenie się systemów - ekonomicznych, politycznych itd???
Na powyższym,
dającym dużo do myślenia pytaniu kończy się cytat z emaila
owego czytelnika.
#F3.
"Koniec chrześcijaństwa" w tej przepowiedni był rozumiany w sensie "początku czegoś nowego" a nie jako "definitywny koniec wszystkiego":
W powyższej "ludowej przepowiedni"
interesująca jest dawna interpretacja owego
"końca chrześcijaństwa". Z wyjaśnień owych
dawnych ludzi pamiętam, że koniec ten wcale
nie miał oznaczać całkowitego zaprzestania
przez ludzi wiary w Boga, ani upadku instytucji
religijnych obecnie reprezentowanych przez
kościoły, świątynie, kapłanów, itp.
Nie oznaczał on także iż ma nastąpić wówczas "koniec świata"
- a stąd że nie będzie już miejsca na żadną religię. Ludzie
opowiadający owe "przepowiednie" wyraźnie wyjaśniali
ten "koniec chrześcijaństwa" w zupełnie inny sposób.
Mianowicie twierdzili oni, że chrześcijaństwo będzie wówczas
zastąpione znacznie "lepszą wiarą w Boga". Znaczy że ów
dzisiejszy aparat nazywamy "chrześcijaństwem", który jest
zadedykowana "służeniu Bogu", a który ukształtowany został
historycznie ze złożenia razem określonej wiary, wiedzy, tradycji,
symbolizmu, metod działania, ludzi, świętych miejsc i budynków,
itp., zostanie wówczas zastąpiony znacznie lepszym aparatem,
który zacznie nazywać siebie nieco inaczej.
Jednak ów nowy aparat ciągle zadedykowany będzie "służeniu
Bogu dla dobra ludzi", ciągle też będzie na niego się składała
wiedza, tradycja, metody działania, ludzie, święte miejsca i
budynki, itp. Co zaś najciekawsze, opisywane przez dawnych
ludzi cechy owej "lepszej wiary w Boga" która w przyszłości
ma zastąpić dzisiejsze chrześcijaństwo, dosyć dokładnie
pokrywały się z cechami filozofii nazywanej
"totalizm"
(której relatywnie szeroki opis zawarty jest na licznych stronach
internetowych o
filozofii totalizmu, o
Biblii jako "autobiografii Boga", o
karmie, o
prawach moralnych, o
wolnej woli, oraz o
Bogu i o
naukowych dowodach na istnienie Boga -
upowszechnianych za pośrednictwem
"Menu 4").
#F4.
Początkowo zmiany mogą być "czysto kosmetyczne":
Motto:
"Wszelkie sprawy są proste - to ludzie czynią je skomplikowanymi."
Kiedy się słyszy wyrażenie "koniec chrześcijaństwa"
ze starej polskiej przepowiedni o "polskim papieżu,
czarnym papieżu, oraz końcu chrześcijaństwa",
wówczas w wyobraźni widzi się ten koniec jak jakąś
katastrofę. Przykładowo, widzi się "koniec świata"
oraz fizyczną niemożliwość aby jakakolwiek religia
mogła być kontynuowana, czy widzi się "wojnę
nuklearną", zburzenie kościołów, oraz zbyt twardą
walkę o codzienne przetrwanie tych nielicznych
ludzi którzy przeżyli, aby ciągle mieli oni
czas i energię na wspieranie instytucji kościoła.
Tymczasem jeśli się przypomni co dawni ludzie
mówili o owym "końcu chrześcijaństwa", wówczas
się okazuje że faktyczne opisywali oni tylko "koniec
starego" jaki jednak pojawi się tylko po to aby wyzwolić
"początek nowego". Okazuje się też, że przy takim
"końcu starego a początku nowego" początkowe
zmiany mogą mieć "czysto kosmetyczny" charakter
i mogą bardziej dotyczyć zmiany filozofii i światopoglądów
niż całkowitego zreformowania instytucji kościoła i
"wiary w Boga". Dla przykładu, gdyby ów "koniec starego
i początek nowego" miał miejsce na bazie stwierdzeń
Konceptu Dipolarnej Grawitacji oraz
filozofii totalizmu,
wówczas zmiany zaszłe w rzeczywistości mogłyby ograniczać
się do jedynie 3 "kosmetycznych" udoskonaleń filozoficznych
chrześcijaństwa, a mianowicie:
1. Adoptowanie przez chrześcijaństwo naukowych
fundamentów w postaci ustaleń
Konceptu Dipolarnej Grawitacji.
Ta niewielka zmiana filozoficzna w postaci przyjęcia
fundamentów naukowych, spowodowałaby jednak
rewolucyjne następstwa. Przykładowo, pozwalałaby ona
naukowo dowodzić istnienia Boga, naukowo wyjaśniać
cechy Boga - tak jak to uczyniono w tomie 6 monografii
[8/2] "Totalizm",
oraz naukowo ukierunkowywać współżycie ludzi z Bogiem
jakie najkorzystniej służyłoby interesom szczęścia ludzi
i celom Boga. Innymi słowy, takie zabazowanie naucznia
i działalności chrześcijaństwa na fundamentach naukowych
wynikających z
Konceptu Dipolarnej Grawitacji
spowodowałoby także że
dotychczasowa wiara w Boga
zostałaby zastąpiona przyszłą wiedzą i pewnością Boga.
2. Zaakceptowanie zróżnicowanych manifestacji Boga.
Znaczy, zaakceptowanie że dla poszczególnych
kultur o zróżnicowanych cechach, ten sam Bóg
manifestuje swoje istnienie i działania też w zróżnicowany
sposób - jaki jest najbardziej odpowiedni dla danych
kultur. Ta niewielka transformacja filozoficzna w
skutkach okazałaby się ogromnie rewolucyjna.
Wszakże dzięki niej wszystkie religie nagle mogłyby
się zjednoczyć w jedną instytucję służby Bogu.
Wszystkie religie służą przecież temu samemu
Bogu. Tyle, że każda z nich służy Bogu w sposób
który jest zgodny z manifestacjami jakimi ten sam
Bóg zaapelował do specyfiki kultury ludzi którym
dane religie służą. W rezultacie kapłani wszystkich
religii faktycznie są "zawodowymi sługami tego samego
Boga" - czyli kolegami po fachu. Jedyne co ich różni
pomiędzy sobą, to tradycja i kultura narodu który
przybliżają do tego Boga. Zamiast więc obecnych
odmiennych religii, po wprowadzeniu tego filozoficznego
usprawnienia powstałaby wówczas tylko jedna instytucja
służby Bogu, w obrębie której kapłani działaliby albo
zgodnie z tradycją katolicyzmu, albo protestanctwa,
albo hinduizmu, albo buddyzmu, albo taoizmu, itp.
3. Zaniechanie celibatu i preferowania mężczyzn.
To zaś spowodowałoby cały szereg następstw, na
przekór że większość praw i tradycji kościoła i religii
nadal byłaby zachowana (np. dobra kościoła nadal
należałyby do kościoła, a nie do księży). Przykładowo,
męscy kapłani mogliby mieć żony i dzieci. Msze
mogłyby być prowadzone przez kobiety kapłanki.
Kobiety kapłanki mogłyby też mieć mężów i dzieci.
Stąd księża i kapłani przestaliby być oderwani
od prawdziwego życia (tak jak ma to miejsce
obecnie). Zaniknęłaby też główna przeszkoda
na drodze do zawodu kapłana.
Ciekawostką powyżej opisanych zmian filozoficznych
byłoby, że na przekór ich "kosmetycznej natury",
ich kosekwencje okazałyby się rewolucyjne.
Wszakże następstwa te obejmowałyby, m.in.:
"zamienienie wiary w Boga w wiedzę o Bogu",
rewitalizację zainteresowań ludzi w Bogu,
podniesienie ogólnej moralności wszystkich ludzi,
podniesienie szczęścia indywidualnych ludzi,
rozpoczęcie zdążania w kierunku nowej totaliztycznej
ery w wiarze i w polityce socjalnej, zjednoczenie
wszystkich religii na świecie, zamienienie odrębnych
służb religijnych w jednorodną grupę zawodowej
służby Bogu, zaniknięcie odmiennych wyznań
(np. chrześcijaństwa, hinduizmu, buddyzmu,
taoizmu, itp.) oraz powstanie jednorodnej "służby
Bogu według tradycji chrześcijańskiej", "służby
Bogu według tradycji hinduistycznej", "służby
Bogu według tradycji buddyjskiej", oraz wiele
więcej wszechogarniających następstw.
Oczywiście, oprócz całych religii i narodów
zmiany owe dotykałyby również indywidualnych
ludzi.
#F5.
Kryzys moralny katolicyzmu z kwietnia 2010 roku:
W kwietniu 2010 roku kościół rzymsko-katolicki
przeszedł ogromnie poważny kryzys, który
o mało okazał się dla niego owym "ostatnim
źdźbłem zdolnym załamać grzbiet wielbłąda",
a o którego dalszych reperkusjach być może
jeszcze kiedyś usłyszymy. Wszystko zaczęło
się ponad miesiąc wczesniej kiedy prasa
światowa natknęła się na informacji, że
Kardynał Dr Joseph Ratzinger, w czasach
poprzedzających zostanie Papieżem
Benedyktem XVI, był odpowiedzialny
za ukrycie oraz osłanianie przed wymiarem
sprawiedliwości całego szeregu niemoralnych
księży którzy seksualnie pastwili się nad
powierzonymi ich opiece dziećmi. Przykłady
metod tego ukrywania i osłaniania niemoralnie
postępujących kapłanów, wraz z szeregiem
nazwisk konkretnych księży którzy poddani
zostali temu osłanianiu, opisuje aż cały szereg
artykułów. Należy do nich przykładowo artykuł
[1#F5] "Predators shuffled around the globe"
(tj. "Drapieżcy przerzucani do innych miejsc
świata"), ze strony B9 nowozelandzkiej gazety
Weekend Herald,
wydanie datowane w sobotę (Saturday), April
17, 2010, czy artykuł [2#F5] "Ratzinger
refused to defrock priest" (tj. "Ratzinger odmówił
wydalenia księdza z grona kapłanów") ze strony
A15 nowozelandzkiej gazety
The New Zealand Herald,
wydanie datowane we wtorek (Tuesday), June 1,
2010. W rezultacie, owi księża których
niemoralne pastwienie się nad dziećmi kwalifikowało
nie tylko do usunięcia z grona księży, ale wręcz
dopraszało się poważnych kar kryminalnych,
byli przez Stolicę Apostolską zwyczajnie
delegowani do jakichś mało znanych części
świata gdzie dalej mogli bezkarnie prowadzić
swój łupieżczy tryb życia.
Prasa światowa dosyć precyzyjnie dokumentowała
swoje zarzuty. Przykładowo, podawała nazwiska
konkretnych księży i konkretnych miejsc w których
księża ci pastwili się nad dziećmi, reprodukowała
listy z dyrektywami podpisane przez Kardynała
Dr Josepha Ratzinger, itp. Jednak zamiast tym bardzo
konkretnym zarzutom przedstawić równie konkretną
obronę (przykładowo opisu przedsięwzięć podjętych
aby owi księża NIE powrócili do dawnych zwyczajów, czy
statystyk liczbowych wykazujących poziom nawrócenia
się czy poziom powrócenia do dawnych postępowań
u owych poprzerzucanych księży), Stolica Apostolska
zaczęła odwoływać się do średniowiecznych metod
swego działania dając światu do zrozumienia że wszystko
to są jedynie "knowania Szatana" nastawione na zniszczenie
kościoła. Oczywiście, taka reakcja Rzymu jedynie
pogorszyła sytuację. Na całym świecie ludzie zaczęli
wykazywać oburzenie. Wielu oburzonych katolików
wręcz zmieniło wiarę. Przykładowo, zgodnie z artykułem
"German Catholics abandon church" (tj. "Niemieccy
katolicy porzucili kościół"), ze strony B2 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z piątku (Friday), April 16, 2010, jedynie
w miesiącu marcu 2010 roku i tylko w jednej
diocezji Freiburg, zarzuciło katolicyzm aż 2711
osób.
Według mojej jednak osobistej oceny, największe
zagrożenie że ów kryzys moralny kościoła z
kwietnia 2010 roku może doprowadzić iż opisywana
tutaj przepowiednia kiedyś się wypełni, wprowadza
owa niepozorna inicjatywa opisana w artykule "Pair
want Pope arrested in Britain over sex abuse cover up"
(tj. "Para stara się spowodować zaaresztowanie
Papieża za ukrywanie seksualnej eksploatacji"),
ze strony B1 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z poniedziałku (Monday), April 12, 2010.
Zgodnie z tym artykułem, słynny ateista, Richard
Dawkins, powołał zespół prawników któremu postawił
za cel zmontowanie sądowego oskarżenia o popełnieniu
przestępstw przeciwko ludzkości, jakie to oskarżenie
powoliłoby na zaaresztowanie Papieża. Prof.
Dawkins jest szeroko znany w świecie że typowo
dopina swego celu - jako przykład patrz wyniki
jego kampanii ogłoszeń na autobusach, że "NIE
ma Boga" omawiane m.in. w punkcie #A2 strony
timevehicle_pl.htm
czy w punkcie #H4 strony
cloud_ufo_pl.htm.
Jeśli więc faktycznie zdoła zmontować oskarżenie
na podstawie którego Papież będzie mógł być
oskarżony i postawiony przed sądem, wówczas
rzeczywiści może to sprowadzić koniec chrześcijaństwa.
Wszakże takie oskarżenie spowoduje areszt Papieża -
jeśli tylko z jakichkolwiek powodów opuści on
"Holy Sea". Papież wszakże NIE będzie mógł
użyć "diplomatic immunity" przed oskarżeniem,
ponieważ jego państwo NIE jest członkiem ONZ.
Po zaś areszcie i skazaniu Papieża, kościół katolicki
by się zwyczajnie rozpadł. Zresztą, gdyby Papież
został skazany za działalność przestępczą przeciwko
ludzkości, to otworzyłoby drzwi do ogłoszenia całego
kościoła katolickiego "nielegalną instytucją" i do
rozwiązania tego kościoła. Opisywana tu przepowiednia
by się więc wypałniła.
Jednym z kierunków moich badań jest związek
pomiędzy katastrofami a
niemoralnymi folozofiami ludzi
którzy nimi są dotykani. Badania te opisane
są szerzej m.in. na stronie internetowej
day26_pl.htm.
Ujawniają one dosyć szokujący obraz. Mianowicie,
że równocześnie z czasem kiedy około 1995 roku
panowanie nad Ziemią objęło wysoce niemoralne
pokolenie które w punktach #I5 i #I6 strony
tapanui_pl.htm
ja nazywam "Midasami na odwyrtkę",
Bóg
rozpoczął też na Ziemi proces "moralnego oczyszczania
ludzkości". Proces ten polega na tym, że każda
społeczność i instytucja na Ziemi jest osądzana
z moralnego punktu widzenia, zaś te z nich które
pod względem moralnym NIE są krystalicznie
czyste, są dyskretnie unicestwiane - najpierw
jednak otrzymując od Boga rodzaj ostrzeżenia
czy upomnienia aby zmieniły swoje postępowanie.
Wygląda też na to że kościół katolicki wcale
NIE został zwolniony czy wyłączony z przejścia
przez ten przykry proces. To dlatego, ów kryzys
z kwietnia 2010 roku prawdopodobnie jest
właśnie owym wstępnym ostrzeżeniem od Boga.
Ostrzeżenie to zdaje się stwierdzać, że albo kościół
katolicki sam zacznie zmieniać swoje drogi - w ten
sposób moralnie sam się oczyszczając i adoptując
metody działania jakie są odpowiednie do wymogów
dzisiejszych czasów (tak jak to opisałem
w punkcie #F4 tej strony), albo też opisywana
tu stara przepowiednia na jego temat ulegnie
jednak wypełnieniu.
Część #G:
"Przybycie Drugiego Jezusa do Christchurch w 1999 roku":
Dokładną treść przepowiedni opisanych w
tej części poznałem poza Polską. Mają one
jednak związek z bardzo podobnymi przepowiedniami
które w dzieciństwie słyszałem w powojennych
Wszewilkach.
#G1.
Objawienie Dayaków na temat daty otwartego rozpoczęcia misji na Ziemi przez Drugiego Jezusa:
Na Borneo mieszkałem i pracowałem w obszarze, który jest głównie zajmowany przez plemiona Dayaków Lądowych. Sami siebie nazywają oni "Bidayuh". Dayacy są bardzo niezwykłymi ludźmi. Ich starszyzna jest szeroko znana ze swojej mądrości i zdolności przepowiedniowych. Z kolei ich kobiety są słynne ze swojej piękności i uznawane za jedne z najpiękniejszych kobiet na świecie. (Osobiście muszę tutaj przyznać, że owa sława tych miniaturowych, kształtnych, pełnych naturalnej gracji i przepięknych kobiet o szlachetnych rysach, jest całkowicie zasłużona.) Przysłowia Dayaków uważane są za prawdziwe perły ludowej mądrości. Przeszli oni na chrześcijaństwo relatywnie niedawno. Stąd, jak to zawsze ma miejsce z tymi, którzy właśnie przyjęli wiarę chrześcijańską, w pobliżu ich kościołów miało ostatnio miejsce wiele cudów i niezwykłych wydarzeń.
Początkowo do środowiska Dayaków wprowadzony zostałem przez swoich studentów, którzy sami byli Dayakami, przedstawiali mnie więc krewnym, znajomym i osobistościom autorytetu z ich szczepu. Owe wprowadzenia były jedynym okresem w moim życiu, kiedy nazywano mnie "guru" oraz kiedy nie protestowałem gdy mnie tak tytułowano. W języku używanym przez Dayaków na codzień, używane jest zapożyczone z Indii słowo "guru", jakie znaczy tam "nauczyciel". Przez Dayaków przyporządkowane ono jednak bywa tylko tym szanowanym przez siebie wykładowcom, których się szczególnie lubi i z którymi się osobiście przyjaźni (pozostałych nazywa się tam oficjalnym zwrotem "mój wykładowca" albo "mój profesor"). Dayaccy studenci zawsze przedstawiali mnie swoim członkom rodziny, znajomym i osobistościom jako "mój guru" (tj. "my guru").
Dayacy ogromnie mnie fascynowali, m.in. właśnie z powodu owych niewyjaśnionych zjawisk, jakie występowały w ich pobliżu. Miałem więc wśród nich dużo przyjaciół oraz utrzymywałem z nimi nieustanny kontakt. Jeden ze starszyzny Dayaków, z którym spędzałem wiele czasu na dyskusjach, wykazał mi wiele zaufania poprzez ujawnienie religijnego objawienia jakie w owym czasie otrzymali jacyś z ich starszyzny. Owo religijne objawienie stwierdzało, że Drugi Jezus jest już na Ziemi, oraz że otwarcie rozpocznie on swoją misję w dniu, w którym waluta "euro" zastanie wprowadzona w Europie. (Jak wiadomo z historii "euro", waluta ta wprowadzana była w kilku stadiach. Datą jej najbardziej pierwszego, chociaż ograniczonego, wprowadzenia do obiegu był 4 stycznia 1999 roku. Dnia 1 stycznia 2002 roku waluta "euro" została wprowadzona ponownie, tym razem już jako oficjalna waluta obiegowa aż dwunastu, z piętnastu istniejących, krajów ówczesnego europejskiego Wspólnego Rynku. Kraje jakie 1/1/2 oficjalnie wprowadziły ją do obiegu, to - w pisowni angielskiej: Austria, Belgium, Finland, France, Germany, Greece, Ireland, Italy, Luxembourg, Netherlands, Portugal, Spain. Nie wprowadziły jej wówczas: Britain, Sweden, Denmark.) Według owego objawienia Dayaków, wprowadzenie do obiegu waluty "euro", miało być symbolicznym odrodzeniem się Imperium Rzymskiego. Przepowiednie stwierdzały więc, że będzie ono również datą, kiedy Drugi Jezus rozpocznie otwartą realizację swojej misji na Ziemi. Objawienie także stwierdzało, że zanim rozpocznie on otwarcie realizować swoją misję na Ziemi, odwiedzi on Dayaków oraz będzie przez jakiś czas żył wśród nich.
Oczywiście, ja ogromnie się zainteresowałem tym objawieniem. Jako mały chłopiec nasłuchałem się bowiem wielu przepowiedni na temat zbliżającego się przybycia Drugiego Jezusa na Ziemię. Dla przykładu dawne polskie przepowiednie ściśle łączą z Polską drastyczne zmiany światopoglądowe wśród ludzi. Przepowiednie te bowiem stwierdzają, że "iskra wyjdzie z Polski" - cokolwiek ma to oznaczać. To właśnie dlatego w naszym kraju powszechnie kiedyś wierzono, że Polska będzie pełniła kluczową rolę w misji Drugiego Jezusa na Ziemi. (Np. patrz następujące słowa jakie wyrażają esencję jednej z tych przepowiedni "ku zdumieniu wszystkich narodów świata z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości" - powtórzone na stronie 29 książki: Jan Kwaśniewski, Marek Chyliński, "Dieta Optymalna", wydanie drugie, Prasa Śląska, Katowice 1997 rok.) Dopiero potem, jak Biblia pisze, Drugi Jezus uderzy w zastępy szatana ze wschodu na zachód ("Albowiem jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a świeci aż na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego" - Ew. Mateusza 24:27). Biblia aż kilka razy z naciskiem zapowiada, że Drugi Jezus przybędzie skromnie i bez zapowiedzi, "jak złodziej". Jako przykład tych zapowiedzi patrz Apokalipsa Św. Jana 3:3 "Jeśli więc czuwać nie będziesz, przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie". To samo stwierdza Apokalipsa Św. Jana 16:15 "Oto przyjdę jak złodziej:", a także 2 list Piotra 3:10 "Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański". Ponadto biblia ostrzega "Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie." (patrz Ew. Mateusza 24:44). Stąd poza kilkoma nielicznymi, jakich Bóg obdarzy zdolnością do wypatrzenia Jego wielkości jak zawsze przesłoniętej skromnością i zwykłością, o tym kim On naprawdę był ludzkość dowie się dopiero po Jego odejściu. Polskie przepowiednie stwierdzały też, że Drugi Jezus urodzi się jako zwykły człowiek (Syn Człowieczy), a nie jako Syn Boga, oraz że On sam nie będzie czynił cudów, chociaż liczne cuda będą miały miejsce w jego bliskości. Wszakże, musi On być rozpoznany przez ludzi po rodzaju dokonań i czynów jakie urzeczywistni na Ziemi, a nie po cudach jakie przecież mogą być fabrykowane przez wszystkich owych "fałszywych proroków" o których ostrzega nas Biblia. (Przykładowo patrz słowa z Biblii: "Gdyby wam wtedy kto powiedział, oto tu jest Chrystus albo tam, nie wierzcie. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda aby o ile można zwieść wybranych." - Mt 24:23-24.) Ponadto misją Drugiego Jezusa na Ziemi wcale nie będzie odkupienie grzechów jakie ludzie już popełnili, lub jakie będą popełniali, a wskazanie i otwarcie dla ludzi nowej drogi do nieustannego samodoskonalenia się, tak aby każda osoba mogła zacząć swój marsz w poprawnym kierunku moralnego samo-zbawienia. Ta misja Drugiego Jezusa aby zainicjować samodoskonalenie i samozbawianie się tych ludzi którzy są już gotowi aby je podjąć, jest zresztą dosyć wyraźnie wyrażona w
Biblii,
gdzie wyjaśniają ją np. słowa (Hebr. 9:27-28): "A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy go oczekują." Przepowiednie stwierdzają również, że Drugi Jezus podzieli Ziemię na dwie połowy. Wielu ludzi interpretuje tą przepowiednię całkowicie dosłownie, wierząc że w chwili zejścia Drugiego Jezusa na Ziemię, manifestacja jego boskich mocy będzie tak ogromna, że Ziemia dosłownie przepołowi się pod jego stopami. Jednak zgodnie z filozofią totalizmu, takie jawne zamanifestowanie boskiej potęgi wybiegałoby przeciwko
"kanonowi niejednoznaczności" opisemu w podrozdziale B7.4 z monografii
[8/2] "Totalizm".
W takim przypadku ludzie nie mieliby więc innego wyjścia niż wykonywać dokładnie to co Drugi Jezus im nakaże. Z kolei ów brak innego wyjścia odebrałby im cały zasób wolnej woli. Dlatego ową przepowiednię o podziale Ziemi należy interpretować alegorycznie. Drugi Jezus wcale nie rozszczepi fizycznie planety Ziemia pod ludzkimi stopami, a podzieli filozoficznie ludzi zamieszkujących Ziemię na dwa przeciwstawne obozy: tych co wybiorą drogę wypełniania praw moralnych i mozolnego wspinania się ku doskonałości, oraz tych co wybierą drogę wygód, obchodzenia praw moralnych naokoło, oraz moralnego upadku. Zgodnie z przepowiedniami, Drugi Jezus całkowicie zmieni też na Ziemi szybkość upływu czasu oraz zrozumienie pojęcia czasu. W efekcie jego działalności, ten sam przedział czasu zaledwie jednego tygodnia dotychczas obejmującego odpowiednik dzisiejszych 7 dni, da się w przyszłości rozciągnąć technicznie, tak że obejmie on odpowiednik obecnych 8 dni. Ludzie nie bardzo wiedzieli jak dokładnie interpretować tą dziwną przepowiednię. Jak dotychczas tłumaczyli ją więc alegorycznie, zwykle jako zmiana kalendarza oraz nastanie nowej ery.
Tymczasem podrozdział H9.1 i rozdział M z monografii
[1/4]
klarownie ujawniają, że jest to po prostu informacja
o użyciu urządzenia zmieniającego szybkość
upływu czasu, wyjaśniona prymitywnymi pojęciami
dawnych ludzi. Zgodnie z nią, w efekcie przyjścia
Drugiego Jezusa ludzkość po prostu nauczy się
zmieniać szybkość upływu czasu. Czas stanie się
wówczas jak guma - tj. będzie można go dowolnie
rozciągnąć odpowiednim urządzeniem technicznym
opisanym przykładowo na totaliztycznej stronie
immortality_pl.htm.
Obecny 7-dniowy tydzień da się więc wówczas tak rozciągnąć, że będzie on trwał przez odpowiednik dzisiejszych 8 dni. Prawdopodobnie też nieustające rozciąganie czasu o około 15%, tak że obecny tydzień zajmował będzie wówczas dzisiejsze 8 dni, da się też osiągnąć bez szkody dla ludzkiego zdrownia i bez żadnych niepożądanych następstw dla środowiska naturalnego na Ziemi. Dlatego jednym z licznych efektów działalności Drugiego Jezusa będzie zapewne, że w przyszłości nastanie zupełnie nowa era na Ziemi, podczas której czas będzie nieustannie wydłużany o owe 15%, zaś przyszły tydzień będzie trwał odpowiednik obecnych 8 dni.
Z przepowiednią na temat Drugiego Jezusa wiąże
się też jeszcze jedna przepowiednia na temat
Antychrysta.
Drugi Jezus zostanie przysłany przez Boga aby usunąć z Ziemi Szatana i aby zapoczątkować nową erę dostatku i szczęśliwości jaka ma panować przez następne tysiąc lat. Jednak Szatan nie da się tak łatwo usunąć i na przybycie Jezusa zareaguje przysłaniem swego Antychrysta. Zadaniem Antychrysta będzie zniszczenie efektów działalności Drugiego Jezusa i wydłużenie panowania Szatana na Ziemi. Antychryst ma przybyć na Ziemię w jakiś czas po przybyciu Drugiego Jezusa. Z jego przybyciem, lub z jego osobą, ma się jakoś wiązać potrójna cyfra 6, np. może on przybyć w dniu 6 czerwca 2016 roku. Swoim wyglądem, zachowaniem, a także zewnętrznymi pozorami Antychryst ma mimikować oryginalnego Jezusa. Dlatego dawne polskie wierzenia stwierdzają że "Antychryst zamimikuje twarz Jezusa", oraz że "Antychryst podszywał się będzie pod Drugiego Jezusa". Po spektakularnym przybyciu w ogniach i grzmotach, Antychryst ma zrealizować wiele sztuczek, które naiwnym ludziskom będą wyglądały jak cuda i uzdrawianie realizowane przez oryginalnego Jezusa. Dlatego wielu ludzi da się zwieść przez owe sztuczki i podąży za Antychrystem czcząc go jak Boga. Jednak celem Antychrysta będzie jedynie zdobycie władzy politycznej, oraz następne czynienie zła i służenie Szatanowi. Poprzez oszustwa i zwodzenie zmontuje on ogromne imperium na Ziemi jakie rozciągnie się na niemal połowę naszej planety. W imperium tym będzie jednak rządził okrutnie i z żelazną ręką. Przykładowo zmusi swoich ludzi do chirurgicznego wszczepiania rodzaju mikroprocessora identyfikującego (tj. "znaku bestii"), bez jakiego nie będzie można zrealizować żadnego działania, nawet tak niepozornego jak kupienie chleba. Obywatele jego imperium wcale nie będą ani szczęśliwsi ani bezpieczniejsi niż przed jego przybyciem. Zapoczątkuje on też wiele wojen. Ostatnia bitwa tych wojen będzie posiadała jakiś związek z miejscowością Armageddon w Izraelu. Zgodnie z przepowiedniami Antychryst zostanie tam pokonany przez połączone siły reszty świata, który w owym czasie będzie już uznawał nauki prawdziwego Drugiego Jezusa.
Problem z czasowo zbliżonym przybyciem najpierw prawdziwego Drugiego Jezusa czyniącego dobro, a potem Antychrysta jaki będzie udawał Drugiego Jezusa jednak czynił zło, jest odróżnienie pomiędzy tymi dwoma. Zapewne dlatego czasy w jakich to nastąpi nazywane są czasami sądu. Ludzie zmuszeni będą bowiem do osądzenia za kim mają się opowiedzieć. Wielu da się zwieść i opowie się za Antychrystem. Tymczasem zgodnie z przepowiedniami różnice pomiędzy tymi dwoma są ogromne i powinny być oczywiste już na pierwszy rzut oka. Każdy z nich jest przecież przeciwieństwem tego drugiego. Antychryst służył będzie Szatanowi, Drugi Jezus służył będzie Bogu. Antychryst będzie starał się ukryć prawdę, Drugi Jezus będzie ją ujawniał. Antychryst będzie wszystko czynił spektakularnie, dla zadziwienia gawiedzi. Drugi Jezus będzie wszystko czynił skromnie, cicho i bez rozgłosu, "jak złodziej". Antychryst przejmie władzę polityczną nad ludźmi i będzie im przewodził fizycznie. Drugi Jezus będzie apelował do rozumu i sumienia ludzi, zaś przewodził jedynie duchowo. Antychryst będzie rozkazywał i domagał się ślepego posłuszeństwa. Drugi Jezus będzie wyjaśniał i przekonywał, jednak pozostawi każdemu wolną wolę i wybór. Antychryst będzie jedynie mówił o czynieniu dobra, jednak faktycznie będzie czynił zło. Tymczasem Drugi Jezus będzie nauczał jak czynić dobro oraz sam będzie czynił dobro. Antychryst będzie czynił publicznie liczne cuda i uzdrowienia, jednak nie pozostawi po sobie ucznia ani nie nauczy niczego innych ludzi. Drugi Jezus nie będzie czynił cudów (chociaż te będą miały miejsce w Jego pobliżu), jednak pozostawi po sobie wielu uczni i udostępni ludziom wystarczająco wiedzy aby zapoczątkować zupełnie nową erę na Ziemi.
Po poznaniu więc objawienia Dayaków na temat daty oficjalnego rozpoczęcia misji przez Drugiego Jezusa, sprawdziłem na wszelki wypadek starannie, czy ktokolwiek z Europy żył wśród nich w owym czasie. Jak się okazało, nie istniał taki Europejczyk. Nie był to najlepszy czas dla tego typu przedsięwzięć. Wszakże w owej części Borneo miejscowe władze pogłębiały swoją niechęć do Europejczyków, w odpowiedzi za zarzuty Europejczyków że wyniszczają one istotna dla naszej cywilizacji puszczę równikową. Ponadto obszar południowo-wschodniej Azji znajdował się właśnie w uścisku potężnego kryzysu finansowego (nazywanego wówczas kryzysem azjatyckim - "Asian Crisis"). Stąd poza przejezdnymi turystami, w całym Sarawaku czasowo przebywało jedynie kilku Europejczyków. Każdy z nich był jednak zajęty kompletowaniem jakiegoś pilnego kontraktu lub zawodu i nie miał czasu aby żyć wśród Dayaków.
Więcej na temat powyższej przepowiedni Dayaków
podane jest w punktach #73 i #74 z rozdziału A4
w tomie 1 monografii
[1/4],
a także w punktach #73 i #74 z podrozdziału
L4 w tomie 8 z drugiego wydania monografii
[8/2] "Totalizm".
#G2.
Nadprzyrodzone objawienie w Christchurch, Nowa Zelandia, o przybyciu Drugiego Jezusa do Christchurch w 1999 roku:
W piątek, dnia 24 września 1999 roku, oglądałem w swoim mieszkaniu w Timaru wiadomości telewizyjne na pierwszym kanale TV New Zealand. Są one nadawane od godziny 18 do 19. Niespodziewanie zostałem zaszokowany jednym fragmentem tych wiadomości. Był to krótki, szyderczy raport, jaki wyśmiewał się z managera zarządu miasta Christchurch z Wyspy Południowej Nowej Zelandii (manager ten jest czymś w rodzaju "dyrektora miasta", czy "burmistrza"). Wydawał on bowiem całe miliony dolarów na upiększenie swego miasta na przybycie Drugiego Jezusa (w tym szyderczym raporcie, manager zarządu Christchurch wypunktowany był po imieniu). Raport ten koncentrował się na szyderstwie i wyśmiewaniu, niemal więc nie zawierał faktów. Sugerował on jednak, że zaistniało jakiś nadprzyrodzone zdarzenie, które ujawniło, że w 1999 roku miasto Christchurch uhonorowane zostanie wizytą Drugiego Jezusa, oraz że manager zarządu tego miasta przyjął to zdarzenie wystarczająco poważnie aby zainwestować miliony dolarów w przygotowanie Christchurch do owej specjalnej wizyty. Niestety niewiele danych zdołałem zapamiętać z owego krótkiego raportu (nie widziałem go ponownie, nie miałem więc już możności aby odświeżyć swoją pamięć, zweryfikować moje jego zrozumienie, czy nagrać go na taśmę). Wspominał on kilka obszarów Christchurch, jakie wybrane zostały do przebudowania i do upiększenia na przybycie Drugiego Jezusa. Z tego, co ciągle chodzi mi po głowie, prawdopodobnie w programie wspominane były m.in. centralny plac Christchurch, nazywany "Cathedral Square" (tj. Plac Katedralny), który - zgodnie z objawieniem, miał być punktem kulminacyjnym owych wizyt Drugiego Jezusa; główną drogę wjazdową do Christchurch od strony Timaru - zgodnie z owym objawieniem miała ona być drogą, przez którą Drugi Jezus wjedzie do Christchurch (do Christchurch prowadzą trzy główne drogi: z Timaru, z Wybrzeża Zachodniego, oraz z Kaikoura, plus kilka dalszych małych miejscowych dróg); oraz zakryty basen kąpielowy miasta, który miał być użyty, kiedy Drugi Jezus zdecyduje się dokonywać masowych chrztów. Natychmiast po usłyszeniu tej wiadomości rzuciłem się aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat gdzie i jak owo objawienie zostało dokonane, co dokładnie ono stwierdzało, itp. Ku swojemu rozczarowaniu, nie byłem w stanie znaleźć dalszych szczegółów upowszechnianych w oficjalny sposób. Wyglądało to tak, jakby owo religijne objawienie zaindukowało jedynie powszechną niewiarę, szyderstwa oraz wyśmiewanie, zaś żadne oficjalne źródło nie podjęło się obowiązku rzeczowego poinformowania ludzi, co właściwie się stało. Dla mnie osobiście takie zachowania zabrzmiały arogancko i niezapraszająco wobec Boga. Jedyna inna oficjalna publikacja jaka referowała do owej rewelacji, którą zdołałem odnaleźć, to bardzo krótki artykuł [25A4] "A gay old time in the capital". W dniu 30 września 1999 roku opublikowała ją na stronie 4 gazeta "The Timaru Herald" (Bank Street, Timaru, New Zealand). Artykuł ten ponownie nie zawierał żadnych szczegółów informacyjnych oraz ograniczał się do dodatkowego wyszydzania działań upiększających managera zarządu Christchurch (ponownie wytykając go palcem i nazywając po imieniu, tak aby nie było żadnej pomyłki o kogo chodzi) oraz do wykpienia jego sprawy obok sarkastycznych uwag na temat homoseksualistów. Na szczęście słowne rumory, jakie w owym czasie zaczęły się rozprzestrzeniać w Nowej Zelandii, nie były aż tak lakoniczne, chociaż były one nieprecyzyjne i pełne wzajemnych sprzeczności. Oczywiście, z powodu kompletnego braku oficjalnej i rzeczowej informacji, co naprawdę się stało, nie wiadomo, które części owych rumorów pokrywały się z prawdą, które zaś były jedynie spekulacjami. Zgodnie z owymi werbalnymi rumorami, jakie wówczas do mnie dotarły, zaistniało jakieś nadprzyrodzone objawienie w jednym z fundamentalistycznych kościołów w Christchurch. W cudowny sposób wielu ludzi z tego kościoła otrzymało odbierający im oddech przekaz, że Drugi Jezus odwiedzi Christchurch w 1999 roku, że punktem kulminacyjnym jego odwiedzin będzie centralny Plac Katadralny Christchurch, że przybędzie on do tego miasta główną drogą jaka wiedzie od strony Timaru, oraz że miasto to zostało specjalnie wybrane dla owego honoru i to aż z całego szeregu istotnych powodów. Ponieważ manager zarządu miasta był podobno jednym z licznych ludzi, którzy osobiście doświadczyli owego nadprzyrodzonego objawienia i nie miał najmniejszej wątpliwości co do jego autentyczności, zdecydował się nie szczędzić funduszy aby przygotować miasto do tak wyjątkowej okazji. Dlatego też wyłożył on Plac Katedralny pięknymi płytkami marmuro-podobnymi (patrz "Fot. #G1ab" poniżej) - tak aby Drugi Jezus miał piękny plac do przeprowadzenia publicznych nabożeństw, oraz przebudował on główną drogę od strony Timaru, przez którą Drugi Jezus miał wkroczyć do miasta. Ponadto z własnej inicjatywy zmodernizował on też miejski basen kryty - tak aby dostępne było dogodne miejsce do dokonywania masowych chrztów. Ja byłem tak ogromnie zainteresowany owym nadprzyrodzonym objawieniem, że w 1999 roku z jego powodu celowo wybrałem się z Timaru do Christchurch - i to aż cały szereg razy. Chciałem bowiem sprawdzić jak postępują owe prace upiększające, na jaką prowadzone są skalę, jakie są ich wyniki, a także porozmawiać z mieszkańcami Christchurch na temat czy jakiś nowy rozwój wypadków miał miejsce w tej sprawie - wszakże na oficjalną informację w tym zakresie nie było co liczyć, jako że publikatory w Nowej Zelandii zgodnie odmówiły informowania ludzi co się dzieje (podobnie jak kilka lat wcześniej, kiedy to publikatory te tak dały się zamanipulować, że nie chciały opublikować żadnego z moich opracowań). Faktycznie też odnotowałem, że marmuro-podobne płytki jakimi wyłożony został Plac Katedralny na przybycie Drugiego Jezusa, w mojej opinii wyglądały wspaniale. Z poprzednio typowo wschodniego, małomiasteczkowego wyglądu tego placu, przemieniły go w wielkomiejsce centrum o nowoczesnym, europejskim posmaku, jakie wprost zapierało oddech swoją elegancją, majestatem, rozmachem, otwartością i perspektywą - patrz "Fot. #G1a" poniżej. Również główna droga wjazdowa do Christchurch od strony Timaru została wydatnie udoskonalona. Niestety, wielkoskalowy rozmach prac upiększających, jaki początkowo obserwowałem na owej drodze podczas swych pierwszych wjazdów do Christchurch w 1999 roku, został na niej szybko zawężony - zapewne w wyniku owych szyderczych ataków nowozelandzkiej telewizji i prasy. W rezultacie, nawet po zakończeniu jej przebudowy i upiększania pod koniec 1999 roku, droga ta ciągle pozostawiała wiele do życzenia. Natomiast co się stało z miejskim basenem kąpielowym, tego nie jestem w stanie tutaj raportować, ponieważ nigdy do niego się nie wybrałem. Cały rok 1999 przeminął jednak cicho, zaś oczekiwany przez wszystkich ognisty spektakl oszałamiającego wjazdu Drugiego Jezusa do Christchurch nie nastąpił. Z rozmów, jakie wówczas prowadzono na ten temat wynikało, że wszyscy spodziewali się ogromnie widowiskowego wydarzenia, pełnego ognia, grzmotów oraz innych manifestacji boskiej potęgi. Kiedy więc nic takiego nie nastąpiło, wielu ludzi okazało nie tylko wielki zawód i rozczarowanie, ale wręcz złość. Typową reakcją było, że sporo osób tylko pogłębiło swój sceptycyzm oraz gotowość do szyderstwa. Niemal nikt z kim rozmawiałem nie wyraził przypuszczenia, że Drugi Jezus mógł przybyć do Christchurch nie na spektakularny sposób jakiego wszyscy oczekiwali, a dokładnie tak jak Biblia to zapowiada, czyli skromnie i nieodnotowalnie "jak złodziej" (np. patrz Biblia, 2 Piotr 3:10 - "Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański").
Porównanie powyższych niezwykłych zdarzeń z treścią starych przepowiedni zdaje się sugerować, że w dzisiejszych czasach to właśnie miasto Christchurch zostało wybrane przez wszechświatowy intelekt na "Miasto Drugiego Jezusa". Wszakże miało w nim miejsce objawienie wyraźnie zapowiadające jego wizytę. Christchurch jest też jedynym miastem na świecie, które się upiększyło i przygotowało na to przybycie - chociaż jego mieszkańcy doznali potem zawodu, bo nie zobaczyli ognistego spektaklu, jakiego się spodziewali. Ponadto w języku angielskim nazwa "Christ-church" ma wymowne znacznie. Słowo "Christ" oznacza bowiem "Jezus Chrystus", zaś słowo "church" oznacza "kościół" albo "dom boży". Na dodatek do tego wszystkiego, położenie Christchurch jest zgodne ze starożytnymi przepowiedniami. Wszakże miasto to leży w najbardziej wschodnim kraju naszej planety, zaś każdy nowy dzień na Ziemi zaczyna się od niego. Christchurch jest też zlokalizowane w kraju chrześcijańskim, który jako pierwszy w świecie doświadczył wschodu słońca w nowym tysiącleciu. Będąc tak szczególnym miastem, Christchurch bez wątpienia spełnia obecnie jakąś symboliczną rolę, której być może jeszcze sobie nie uświadamiamy. Być może, że np. cokolwiek się w nim dzieje wyraża to symboliczną esencję podobnych zjawisk dla całej naszej planety! Ja osobiście wierzę, że Christchurch w dzisiejszych czasach jest tym czym Jeruzalem było około 2000 lat temu.
Szczególna rola którą Bóg wyznaczył dla Christchurch
jest podkreślona w praktycznie wszystkich cechach
tego miasta. Przykładowo, osoby wizytyjące Nową
Zelandię i zwiedzające to miasto, natychmiast odnotują
że Bóg uczynił Christchurch jedynym "miastem" Nowej
Zelandii, jakie zostało celowo zaplanowane i celowo zbudowane
jako miasto. Dowodem na tą wyjątkowość jego celowego
planowania i zabudowy, jest że Christchurch
jest jedynym miastem Nowej Zelandii które faktycznie
posiada strukturę miasta, czyli plan zabudowy którego
oparty został na centralnie położonym i celowo
zaprojektowanym rynku. W Christchurch rynek
ten jest zwany "Placem Katedralnym" ("Cathedral Square").
Stąd plan Christchurch jest charakterystyczny
dla typowych miast Europy i świata których cała
zabudowa oparta jest właśnie na ich rynkach.
Tymczasem większość innych "miast" Nowej Zelandii
jest oparta na długiej drodze wzdłuż której kiedyś
podążały karawany poszukiwaczy złota lub
sprzedawców bydła, zaś po bokach której
podróżni zatrzymywali się na noc budując
szałasy jakie z czasem poprzekształcały się
w domy. Tylko niektóre miasta Nowej Zelandii
powstawały na skrzyżowaniu aż dwóch takich
dróg, przykładowo jak to ma miejsce w Invercargill
lub w Dunedin, zaś owo skrzyżowanie z czasem
bywało upiększane i przekształcane w rodzaj
ciasnego jakby centrum miasta. Jednak faktycznie
to poza Christchurch NIE ma już w Nowej Zelandii
innego "miasta" które by posiadało celowo zaplanowany
i rozległy "rynek" czy "plac centralny". (Przypomnę
tutaj że zgodnie z angielską definicją przestrzeganą
przez Nową Zelandię, "miastem jest tylko takie
osiedle ludzkie, które posiada albo ponad 100000
mieszkańców, albo też własną katedrę". Do 2009
roku Nowa Zelandia posiadała tylko 6 miast,
mianowicie - wyliczając od północy ku południu:
Auckland, Hamilton, Wellington, Christchurch
Dunedin i Invercargill. W 2009 roku do tego
doszło 7-me miasto zwane Tauranga, którego
ludność właśnie przekroczyła 100000 mieszkańców.)
Christchurch zostało też obdarzone przez Boga
wszelkimi innymi cechami "miast", takimi jak
pobliskim naturalnym portem morskim, plażą,
malowniczą rzeką, parkiem i muzeum z prawdziwego
zdarzenia, oraz płaskim obszarem pod zabudowę
ulic i domów sąsiadującym jednak z widokowymi
górami. Nic dziwnego że to właśnie Christchurch
zostało wyróżnione przez Boga, prawdopodobnie
otrzymując zaszczyt sekretnego goszczenia
Drugiego Jezusa w 1999 roku (chociaż pytanie
pozostaje czy swymi późniejszymi reakcjami
mieszkańcy Christchurch faktycznie aprobowali
honor tego goszczenia - porównaj poniższy opis
zdarzeń jakie nastąpiły potem, z treścią punktu
#I3 niniejszej strony).
Muszę się tu jednak dodać, że po tym jak cały rok 1999 przeminął, zaś powszechnie oczekiwane spektakularne przybycie Drugiego Jezusa do Christchurch nie nastąpiło, ja również przestałem się więcej interesować tą sprawą. Wprawdzie na tej samej wyspie co Christchurch ciągle przebywałem aż do 12 lutego 2001 roku, zniknął jednak powód dla jakiego tam się wybierałem w 1999 roku, tj. zakończyły się owe niezwykłe przygotowania do ognistego spektaklu. Później jeszcze kilkakrotnie przejeżdżałem zewnętrzną obwodnicą jaka przebiega naokoło jego przedmieść, a także korzystałem z jego lotniska, jakie położone jest tuż przed ową obwodnicą. Jednak po 1999 roku wszelkie moje przejazdy koło Christchurch nie wzbudziły już we mnie wystarczającej pokusy aby do niego wjechać i zobaczyć co dalej się dzieje z owymi marmurko-podobnymi płytkami Drugiego Jezusa jakimi wyłożono jego Cathedral Square. Obecnie bardzo żałuję, że zaniedbałem odwiedzić ponownie Christchurch już po 1999 roku, bowiem sprawa tych płytek wcale nie zakończyła się w 1999 roku, a posiadała swój dalszy ciąg w 2001 i w 2002 roku. Dla naukowej ścisłości ten dalszy ciąg zdarzeń także powinienem zaobserwować i być w stanie dokładnie raportować.
Ten dalszy ciąg losów marmurko-podobnych płytek, wzbudzony był jakimś intrygującym zjawiskiem, jakiego na razie nie rozumię, jednak, jakie czuję że powinienem badać - gdybym miał taką możliwość. Chodzi o to, że owo religijne umotywowanie renowacji głównych obszarów Christchurch, najwidoczniej bardzo przeszkadzało sporej liczbie ludzi nawet w dwa lata później, tj. na początku roku 2001. Ludzie ci wznowili bowiem wówczas swoje ataki na efekty owej renowacji i starali się je zniweczyć falą publicznej histerii. Dla przykładu, we wtorek, dnia 13 lutego 2001 roku, o godzinie 18:25, kanał 1 TVNZ wyemitował kolejną sarkastyczną nowinę zatytułowaną "Przeprojektowanie Placu w Christchurch" ("Redesigning Christchurch Square"). W wiadomościach tych zaatakowano ponownie nowo odrestaurowany Plac Katedralny, poprzez insynuowanie że po renowacji utracił on swój charakter i, że wywiera on złe wrażenie na turystach (warto odnotować, że tego typu zarzuty są zupełnie subiektywnie i można je wysunąć przeciwko każdemu możliwemu miejscu na Ziemi - zresztą ja wielokrotnie oglądałem ten plac w 1999 roku i wiem z całą pewnością, że renowacja dokonana została z wysokim smakiem i plac nieopisanie zyskał na elegancji). W mojej opinii za owymi atakami kryją się ludzcy kolaboranci mrocznych mocy, którzy nie byli w stanie zaakceptować religijnych motywacji za odrestaurowaniem centralnego placu w Christchurch, stąd którzy starali się wzbudzić rodzaj "artystycznej histerii", jaka spowodowałaby usunięcie owych "religijnie motywowanych płytek marmurowo-podobnych". (Moje doświadczenie z takimi ludźmi jest, że zgodnie ze "współczynnikiem zakłamania" wynoszącym 180 stopni, nigdy nie wyjaśnią oni otwarcie co naprawdę ich boli, stąd zawsze wymierzają oni swój atak na coś, o czym wiedzą, że jest to bardzo trudne do wybronienia.) Aczkolwiek na powierzchni może wyglądać, że wszystkie owe ataki mają jakieś materialne umotywowanie w rodzaju wyglądu Christchurch, faktycznie jeśli przeanalizuje się okoliczności w jakich są one realizowane, ich prawdziwym, chociaż dobrze ukrytym, powodem zdaje się być "histeria anty-Jezusowa".
We wtorek, 15 maja 2001 roku, o godzinie 18:25, wiadomości dziennika wieczornego nadawanego na pierwszym kanale TVNZ ponownie powróciły do rozjątrzania sprawy przebudowy centralnego "Placu Katedralnego" w Christchurch. Po kolejnej serii zaciekłych ataków na jego płytki, zaproponowany został kolejny plan przebudowy tego placu. Plan ten został tak sprytnie wymyślony, aby owe marmurowo-podobne płytki pozakładane na przybycie Drugiego Jezusa, zostały całkowicie przysypane ziemią na jakiej posadzone miały być kwiaty oraz pozasłaniane przez najróżniejsze nadbudówki. Telewizja pokazała najróżniejsze indywidua, których już sam tylko wygląd mówił wiele za siebie, jakie niemal histerycznie, czy fanatycznie, krytykowały wygląd tego placu i płytek. Jak widać, najróżniejsze negatywnie zaprogramowane indywidua, nie dadzą za wygraną, aż płytki zainstalowane dla uhonorowania zapowiadanej wizyty Drugiego Jezusa w Christchurch, zostaną w jakiś sposób zasłonięte przed wzrokiem ludzi, lub całkowicie zdarte z owego centralnego placu tego miasta.
Dla praw i mechanizmów moralnych całe miasta
stanowią tzw. "intelekty grupowe" opisywane
m.in. w punktach #B5 do #F4 strony o nazwie
morals_pl.htm.
oraz w punktach #B2 do #B4.4 strony o nazwie
mozajski.htm.
Z analiz losów takich intelektów wynika, że Bóg
traktuje je jako odrębne istoty, "nagradzając"
lub "karząc" je całe odpowiednio do moralności,
filozofii, wierzeń, zachowań, itp., które one
praktykują jako całość. Obserwując tamto
narastanie "anty-Jezusowej histerii" w
Christchurch, ja osobiście odnosiłem
wrażenie że ów "intelekt grupowy" zapędza
się w zachowania które mogą być wzięte
za rodzaj "wojny z Bogiem". Wysoce
interesujące staje się więc odnotowanie
z przebiegu następnych wydarzeń, jak
Bóg zareaguje na zachowania owego
wojowniczego "intelektu grupowego".
Więcej informacji na temat objawienia i przepowiedni
o przybyciu Drugiego Jezusa do Christchurch
w 1999 roku, a także na temat dalszych "nagonek"
przeciwko owym "płytkom Jezusa", zawarte jest
w punktach #84 i #94 z rozdziału W4 w tomie 18
monografii [1/5],
a także w punktach #84 i #94 z podrozdziału
L4 w tomie 8 z drugiego wydania
monografii [8/2] "Totalizm".
* * *
W 2010, 2011 i 2012 roku miasto Christchurch
zostało uderzone seriami niszczycielskich
trzęsień ziemi opisanych w punktach
#P5 do #P7 totaliztycznej strony o nazwie
quake_pl.htm
oraz w punktach #C5 do #C6 "poszerzonej
wersji" strony o nazwie
seismograph_pl.htm.
Pierwsze z tych niszczycielskich trzęsień ziemi
miało miejsce w sobotę dnia 4 września 2010 roku -
czyli (jak analiza dat zdaje się na to wskazywać)
dokładnie w 11 rocznicę rozpoczęcia przez
mieszkańców Christchurch publicznego szydzenia,
prześladowania i usuwania z zajmowanego stanowiska,
najpierw skierowanego na managera swego miasta
właśnie za to że podjął on przygotowania miasta
na przybycie Drugiego Jezusa, a potem przeradzającego
się w rodzaj jakby "wojny z Bogiem". Drugie z owych
niszczycielskich trzęsień ziemi miało miejsce
w dniu 26 grudnia 2010 roku - czyli w celowo
wyróżniającym się dniu 2x13 który Bóg najwyraźniej
używa dla dania poszkodowanym społecznościom
do zrozumienia że NIE aprobuje ich wierzeń i filozofii.
(Po więcej dociekań, że wybór owej daty 26-tego
wcale NIE wygląda przypadkowo, patrz punkt #D8
na stronie internetowej o nazwie
day26_pl.htm
oraz patrz punkty #B2 i #A2 na stronie
seismograph_pl.htm.)
Faktycznie to jedno z silniejszych trzęsień ziemi uderzyło
nawet to miasto w dniu 13 czerwca 2011 roku (to
ono m.in. dokończyło zniszczeń katedry anglikańskiej,
fragment wejścia do której widoczny jest przy lewej
krawędzi zdjęcia "a" z poniższego "Fot. #G1" - wyraźnie
dokumentując w ten sposób symboliczną "wiadomość
od Boga"). Z punktu widzenia wypracowania naszych
metod obrony przed kataklizmami - w rodzaju metody
obrony opisanej dokładnie w punktach #J1, #P5.1 i #C1 strony
quake_pl.htm,
zaś zgrubnie wyjaśnionej w punkcie #C5.1 strony
seismograph_pl.htm,
wysoce korzystnym może więc okazać się dociekanie,
czy wszystkie te zbieżności w datach i w powiązaniach
pomiędzy opisywanymi tu zdarzeniami są jedynie
ciągami "zbiegów okoliczności" (jak typowo nazywaliby
je "ateistyczni naukowcy ortodoksyjni"), czy też są
odpowiedzią Boga na to co wygląda jak "wojna z Bogiem"
którą miasto Christchurch rozpoczęło jeszcze w 1999 roku.
|
|
|
(a)
|
(b)
|
Fot. #G1ab: Pokazano szczegóły
centralnego placu katedralnego w Christchurch,
Nowa Zelandia (lokalnie nazywanego
"Square"). W 1999 roku plac ten został
dokumentnie odrestaurowany i wyłożony
eleganckimi, pięknymi, oraz drogimi
"płytkami Jezusa" pokazanymi tutaj,
aby przygotować go na przybycie
Drugiego Jezusa do Christchurch.
W rezultacie opisywanego tutaj nadprzyrodzonego
objawienia wierzono bowiem, że po
jawnym przybyciu do Christchurch
w ogniu i błyskawicach, Drugi Jezus
właśnie na owym placu odbędzie mszę
świętą dla okolicznych mieszkańców.
Na dodatek do owego "Square", tamtego
roku na przybycie Jezusa przygotowano
dużym nakładem kosztów ogromny kryty
basen kąpielowy - w którym wierzono
Drugi Jezus będzie dokonywał masowych
chrztów, a także zmodernizowano i poszerzono
główną drogę wjazdową od strony Timaru -
po której wierzono Drugi Jezus wjedzie
tryumfalnie do miasta.
(Kliknij na wybrane zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu, albo aby przemieścić je w inne miejsce ekranu.)
Niestety, większość ludzi nie jest świadoma
istnienia i działania tzw. "kanonu niejednoznaczności"
opisywanego m.in. w punkcie #B9 strony internetowej
god_pl.htm - o naukowych odpowiedziach świeckiej filozofii totalizmu na podstawowe pytania o Bogu.
Ponadto większość ludzi nie rozumie, że typową
dla dzisiejszych czasów reakcją ateistycznych
przedstawicieli władzy czujących się zagrożonymi
czyjąś manifestacją nadprzyrodzoności, byłoby
że Drugi Jezus też zostałby ukrzyżowany
natychmiast po tym jak pozwoliłby się rozpoznać.
Dlatego ludzie ci nie zdają sobie sprawy,
że nawet gdyby Drugi Jezus miał do swojej
dyspozycji moce Boga, ciągle i tak przestrzegałby
owego "kanonu niejednoznaczności" - znaczy
postępowałby skromnie i niewyróżniająco się
(tak jak każdy inny człowiek).
Dlatego jeśli Drugi Jezus faktycznie odwiedził
Christchurch w 1999 roku, wówczas przybył
tam dokładnie tak jak zapowiadała to nam
Biblia -
znaczy skromnie i nierozpoznany "jak złodziej"
(patrz Bibia, Drugi List Św. Piotra Apostoła 3:10 -
"Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański", albo
Apokalipsa Św. Jana 16:15 "Oto przyjdę jak złodziej").
Z kolei jeśli w 1999 roku Drugi Jezus przybył
do Christchurch "jak złodziej", wówczas za
pośrednictwem mieszkańców Christchurch
ponownie udzielił On ludzkości dokładnie tej
samej lekcji, której 2000 lat wcześniej Jezus
udzielił ludziom za pośrednictwem mieszkańców
Izraela. (Jak wiadomo, Izraelici do dzisiaj
oczekują na przybycie zapowiedzianego im
Mesjasza, bowiem Jezusa którego Bóg im
przysłał ponad 2000 lat temu, a którego ci
ukrzyżowali zamiast uszanować, nadal
uważają za zbyt skromnego i za zbyt
"ludzkiego" aby mógł on być zapowiadanym
wysłańcem Boga.)
Fot. #G1a (lewe):
Widok centralnego placu katedralnego z Christchurch w Nowej Zelandii,
lokalnie zwanego "Square". Widoczne są "płytki Jezusa"
którymi wyłożono ów plac. Widoczny jest też
"skręt z liści marichuany" który potem zbudowano
aby odwracać uwagę ludzi od owych sławnych
"płytek Jezusa". Przy lewej krawędzi zdjęcia
widoczny jest też fragment katedry w Christchurch
przy wejściu do której miał być postawiony ołtarz
z jakiego Drugi Jezus miał poprowadzić swoją mszę.
Jeśli czytelniku kiedykolwiek przybędziesz do
Christchurch, wykonaj sobie zdjęcie na owym
"Square". Wszakże nie istnieje żadne inne miejsce
na świecie które byłoby potwierdzone jawnym
objawieniem doświadczonym przez wielu ludzi,
że będzie ono odwiedzone przez Drugiego
Jezusa. Praktycznie więc powyższy plac jest
dzisiaj tym, czym 2000 lat temu była Jerozolima.
Jego unikalność podkreśla też niezwykły fakt,
że zrządzeniem Boga jest on jedynym prawdziwym
centralnym placem (rynkiem) miasta jaki istnieje
w całej Nowej Zelandii. Znaczy, w całej Nowej
Zelandii nie ma już drugiego miasta które też
miałoby swój centralny plac (rynek).
Fot. #G1b (prawe):
Zbliżenie eleganckich, pięknych i drogich "płytek Jezusa"
którymi wyłożony został rynek Christchurch
aby być przygotowanym na przybycie Drugiego
Jezusa do owego miasta. Płytek tych obecnie
wielu mieszkańców Christchurch chciałoby się
na siłę pozbyć ze swego miasta, jednak kosztowały
one zbyt drogo aby je po prostu pozrywać i wyrzucić.
Po więcej informacji na temat tych płytek i hałaśliwej
propagandy prześladowczej jakim były one poddane - patrz
punkty #84 i #94 z rozdziału W4 w tomie 18
monografii [1/5].
Przepowiednia o przybyciu Drugiego Jezusa
do Christchurch w 1999 roku, a także dalsze
losy pokazanych powyżej płytek Jezusa,
są również omawiane w podrozdziale L4 z tomu
8 w drugim wydaniu
monografii [8/2] "Totalizm".
#G3.
Wymowa "zmartwychwstałego" przez Boga w Nowej Zelandii tzw. "ptaka Jezusa" - który chodzi po powierzchni wzburzonego morza:
Motto:
"Warto badać konsekwencje reakcji na pozbawione odwetu postępowanie Jezusa,
ponieważ ujawniają one regularności i powtórzenia w działaniu mechanizmów moralnych."
Jeśli dobrze rozważyć sprawę, wówczas staje
się oczywistym że mieszkańcy Christchurch
nie zachęcali Drugiego Jezusa do ujawnienia
swojego przybycia do ich miasta. (Na przekór
że jego wysłanie do tego miasta w 1999 roku
Bóg zapowiedział nadprzyrodzonym objawieniem -
tak jak opisuje to punkt #G2 niniejszej strony.)
Łatwo też przewidzieć jak zareagowaliby
dzisiejsi ludzie, gdyby nagle ujawnił się
wśród nich ktoś na tyle skromny iż "myłby
on nogi" innych ludzi, jednak na tyle niezwykły
iż już tylko swoim dotykiem uzdrawiałby
nieuleczalnie chorych, zaś zdalnie zamieniałby
wodę w wino i tworzyłby chleb oraz ryby jakby
z niczego. Wszakże musimy pamiętać że tylko
sama nadprzyrodzona zapowiedź iż ów Drugi
Jezus przybędzie do Christchurch spowodowała
już całe te niezachęcające reakcje które opisałem
w punkcie #G2 powyżej. Na dodatek, w świetle
dzisiejszych praw ludzkich, niemal wszystkie
działania które w Biblii przyporządkowane są
Jezusowi, dziś są już nielegalne i karalne przez
prawo - co wyjaśnię na przykładach w następnym
paragrafie. Gdyby więc Drugi Jezus np. poszedł
w ślady bibilijnego Jezusa i powtarzał jego działania,
wówczas w najlepszym przypadku za to wszystko
zostałby co najmniej wtrącony do więzienia - jeśli
NIE publicznie zlinczowany. Pamiętać wszakże
musimy, że jego pokojowa i przykładowa misja
NIE pozwalałaby mu użyć jego nadprzyrodzonych
mocy dla wyciszania napastliwych wrogów,
uniemożliwiania swego aresztu, czy uwalniania
się z więzienia. Tymczasem wobec kogoś kto
wygląda na słabego - ponieważ NIE niszczy tych
którzy go prześladują, a jedynie "nastawia drugi
policzek", niemoralni ludzie potrafią być upierdliwie
napastliwi i złośliwi (co objawia się m.in. przez
obecny rozkwit kultury po angielsku zwanej "bullying"
czyli "maltretowanie słabszych" - np. patrz artykuł
"Bullying second highest in world" - tj. "maltretowanie
drugie najwyższe w świecie", ze strony A3 nowozelandzkiej gazet
|